— Ach, zwolniłeś się? To wynoś się od stołu!

— wyrwała mężowi z rąk talerz z kolacją i z całej siły trzasnęła nim o podłogę.

— Myślisz, że teraz to ja będę cię karmić? Na próżno!

— Nie mam zamiaru ani cię karmić, ani ubierać, ani wozić cię po morzach!

— Zapamiętaj to sobie, żebyś później nie żywił żadnych złudzeń — powiedziała Uljana chłodnym tonem, choć w środku wszystko w niej dymiło, kipiało i bulgotało jak w gardzieli wulkanu.

Pod koniec dnia pracy Uljana dostała wiadomość na telefon.

Z zaskoczeniem dowiedziała się z niej, że ktoś zapłacił ich kartą za zakupy w sklepie motoryzacyjnym na całkiem okrągłą sumę.

— Nie rozumiem… Co się dzieje?

Jej reakcja była przewidywalna.

Uljana była zdezorientowana.

I przygnębiona.

Kilka razy bezskutecznie wybierała numer męża.

Telefon nie odpowiadał.

— No pięknie, drań jeden!

— Fedka mi za to zapłaci!

— Urządzę mu tak, że na długo zapamięta, jak to jest brać bez pytania nasze wspólne pieniądze odłożone na urlop!

Dzieci czekają na lato, marzą, żeby pojechać nad morze.

Ona sama haruje do upadłego, próbując odłożyć każdy dodatkowy rubel, żeby uzbierać potrzebną kwotę.

A on wymyślił coś takiego!

Przez cały rok ona i mąż po trochu odkładali na osobne konto.

A teraz wychodzi na to, że Fiodor, nie informując żony, wsadził tam swoją łapę.

Ledwo doczekawszy końca zmiany, kobieta ruszyła do domu.

Szefowa, jak na złość, poprosiła dziś, żeby została i dokończyła raporty.

Dlatego Uljana przyszła do domu później niż zwykle.

Z kuchni dochodził zapach jedzenia, głośno grał mały telewizor wiszący na ścianie nad lodówką.

Fiodor w podniesionym nastroju szykował się do kolacji.

Na stole stały talerze z sałatką i pachnącym plowem, ulubioną potrawą Fiodora, którą Uljana gotowała bardzo smacznie.

Nie widząc jeszcze, że żona wróciła, mężczyzna z przyjemnością obejrzał przygotowany przez siebie martwy obraz z produktów, potarł ręce, przełknął napływającą ślinę i wygodnie usiadł przy stole, żeby zacząć posiłek.

— Jesz kolację? — zapytała głośno Uljana, stojąc za plecami męża.

— O, Uleczka!

— Już jesteś w domu?

— Czekałem, czekałem i się nie doczekałem.

— Nie wytrzymałem, żołądek mnie skręca, postanowiłem zjeść.

— Siadaj, widzisz, wszystko nakryte.

— Nakarmiłeś dzieci?

— Tak, są najedzone.

— W pokoju bawią się.

— Dobrze, to z kolacją trzeba będzie poczekać.

— Odpowiedz, po co wydałeś pieniądze z naszej urlopowej karty? — zapytała surowo Uljana, patrząc mężowi prosto w oczy.

— Może najpierw zjemy? — Fiodor przestał się uśmiechać; już nastawił się na jedzenie.

— Spokojnie zjemy kolację, a potem będziemy rozwiązywać sprawy.

— Sprawy?

— Jakie? — Uljana coraz bardziej się rozpalała.

— Ja na przykład nie mam już żadnych pytań.

— Wszystko jest aż nazbyt jasne!

— Co ci jest jasne?

— Te wydatki… były konieczne.

— Potrzebuję samochodu, i to sprawnego oraz w przyzwoitym stanie.

— Dlatego musiałem wydać na części i kosmetyki samochodowe.

— Bez auta jestem jak bez rąk.

— Tym bardziej teraz, kiedy szukam innej pracy.

— Co?! — żona oniemiała.

— Szukasz pracy?

— To znaczy znowu się zwolniłeś?

— Tak.

— Chciałem z tobą porozmawiać i wszystko wyjaśnić.

— Ale ciągle odkładałem…

— Ty przecież wiecznie histeryzujesz, nie próbując mnie zrozumieć.

— Zjedzmy jednak, a rozmowy potem — Fiodor przysunął do siebie talerz z parującym plowem, wziął do ręki widelec i już miał skosztować upragnionego jedzenia.

Ale wtedy stało się coś niewiarygodnego!

— Ach, zwolniłeś się?!

— To wynoś się od stołu! — Uljana z całej siły wyrwała mężowi talerz z rąk i z impetem trzasnęła nim o podłogę.

Odłamki naczyń i jedzenie rozleciały się po całej kuchni.

Widok był paskudny.

— Co ty wyprawiasz, d.ebilko!

— Do reszty zwariowałaś? — mąż mówił ze złością, bo się przestraszył, nie spodziewając się po żonie takiej reakcji.

Fiodor nie bez powodu odwlekał tę trudną rozmowę.

Bał się reakcji Uljany.

Ale że będzie aż tak gwałtowna, nawet mu do głowy nie przyszło.

— Ja d.ebilka?

— Ja?!

— Ty, a kto niby!

— Chuliganka!

— Kolację zepsułaś.

— Całą kuchnię ufajdałaś!

— Teraz trzeba będzie sprzątać.

— Powiedz dziękuję, że ciebie nie ufajdałam! — nie odpuszczała Uljana.

Zamachnęła się nawet na Fiodora torbą, którą wciąż trzymała w ręce, zapominając zostawić ją w przedpokoju.

Chciało się płakać.

Żal i złość dusiły ją teraz, emocje sięgały zenitu.

— Uspokój się już!

— No co za nieszczęście, po co tak reagować? — Fiodor spróbował uspokoić żonę.

— Mamo, co wy tu robicie?

— Rozbiliście talerz, bijecie się, tak? — dzieci wyszły ze swojego pokoju, słysząc hałas w kuchni.

— Nic, wszystko dobrze.

— Idźcie do siebie.

— Teraz ja z tatą chwilę tu porozmawiamy — Uljana nieco się powstrzymała.

— Co ty wyprawiasz, co?

— Dzieci przestraszyłaś — oburzył się mąż, który już doszedł do siebie.

— Ja co wyprawiam?

— Ja?!

— A może lepiej zapytać, co ty wyprawiasz? — Uljana próbowała mówić ciszej, ale i tak z trudem się hamowała.

— No i co?

— Co takiego się stało, żeby urządzać taką scenę?

— Po co znowu się zwolniłeś, ty łajdaku?

— Były powody, mogę wyjaśnić…

— Jakie?

— Leniuchowanie cię naszło, odpocząć ci się zachciało?

— A żona niech haruje od świtu do nocy?

— Tak?

— Nic nie wiesz!

— Ja już dużo wiem i to mi wystarczy!

— Żyjemy razem dziesięć lat i przez wszystkie te lata ty ciągle uciekasz z miejsca na miejsce.

— Nigdzie nie wytrzymałeś dłużej niż rok.

— Uljana, miałem powody!

— Powody?

— Jakie?

— To szef zły, to koledzy nieuczciwi, to pensja niska, to tryb ci nie pasował — trzeba wcześnie przychodzić i późno wracać.

— Wszędzie coś ci nie odpowiadało!

— Wszystko nie tak i wszyscy nie tacy, tylko ty jeden dobry.

— I naprawdę uważasz, że winni są wszyscy dookoła, tylko nie ty?

— Tak?

— Po co przesadzasz?

— Tak, szukam takiego miejsca, żeby mi wszystko pasowało.

— Co w tym złego?

— Złe jest w tym wszystko!

— Masz dwoje dzieci, Fiedia.

— A co by było, gdybym i ja zaczęła szukać ciepłej posadki?

— Myślisz, że u mnie w pracy jest miód?

— I że jest tak cudownie, że nic bym nie chciała zmienić?

— No, szczerze mówiąc, tak myślę.

— Przecież odkąd wróciłaś z macierzyńskiego, pracujesz w jednym miejscu.

— Nie!

— Mnie też wiele rzeczy nie odpowiada.

— Ale teraz myślę nie o sobie, tylko o dzieciach.

— Co one będą jeść, jeśli oboje rodzice zaczną miotać się w poszukiwaniu lepszego losu?

— Odpowiedz!

— Przesadzasz.

— Czy my kiedyś głodowaliśmy?

— A ja mam pełne prawo szukać lepszej pracy — upierał się mąż.

— Dobra, to pusta rozmowa.

— Widzę, że masz nasze problemy gdzieś — powiedziała zmęczona Uljana.

— Pewnie liczysz, że teraz ja będę cię karmić?

— A ty znów będziesz „w poszukiwaniu”?

— Nie, ani cię karmić, ani ubierać, ani wozić po morzach nie zamierzam!

— Zapamiętaj to, żebyś potem nie miał żadnych złudzeń.

— No nie rób awantury, Ula.

— Wszystko da się rozwiązać.

— Wkrótce znajdę pracę, przecież mnie znasz — zaczął gorąco przekonywać żonę Fiodor.

— Posprzątaj tu wszystko.

Zmęczona wyszła z kuchni i poszła pod prysznic.

Nie było już apetytu.

Chciało się tylko jednego — zmyć z siebie zmęczenie tego dnia i urazę, która paliła w piersi, nie pozwalając normalnie oddychać.

Całą noc Uljana nie mogła zasnąć.

Myślała, rozważała, co ma zrobić.

I doszła do jednego wniosku, który sam się narzucał w tej brzydkiej sytuacji.

Następnego dnia, prosząc szefową po obiedzie o dwie godziny wolnego, Uljana poszła do biura podróży i pozostałymi na karcie pieniędzmi opłaciła część wyjazdu nad morze dla siebie i dzieci.

Brakującą kwotę trzeba było wpłacić tydzień przed wylotem, i kobieta wiedziała, skąd weźmie te pieniądze.

Fiodor już trzeci tydzień szukał nowej pracy, widział, jak niezadowolona jest Uljana, która prawie przestała się do niego odzywać.

Nie, nie robiła już scen, ale do stołu z mężem nie siadała, starając się jeść z dziećmi.

Mąż szczerze nie rozumiał, czemu tak się wściekła, przecież zawsze mieli jakieś oszczędności.

I teraz, kiedy on był w trakcie poszukiwań, ta rezerwowa suma mogła spokojnie iść na jedzenie i inne potrzeby rodziny.

— Uljana, a ty idziesz na urlop zgodnie z planem?

— Nic się nie zmieniło? — zapytał pewnego razu przy śniadaniu.

— Zgodnie z planem.

— Tylko po co ci to? — odburknęła żona.

— No jak to po co?

— Dostaniesz urlopowe, dasz mi na nowe opony.

— Pamiętasz, kiedyś o tym rozmawialiśmy?

— Pamiętam — odpowiedziała Uljana bez emocji.

— Tylko wtedy wszystko było inaczej.

— Pracowałeś, przynosiłeś do domu pensję.

— I obiecałam ci dołożyć, a nie całkowicie opłacić ten zakup.

— No tak, teraz coś się zmieniło.

— Mam chwilowe trudności.

— Oddasz mi całe urlopowe, kupię opony i dam mamie na naprawę płotu na działce.

— Pytała mnie już kilka razy — powiedział Fiodor.

— Aż tak? — Uljana spojrzała na męża ze zdziwieniem.

— No tak.

— I tak w tym roku nie jedziemy na urlop.

— Coś mi się nie układa z pracą.

— W dwóch miejscach obiecali mnie wziąć, warunki niby normalne i pieniądze niezłe.

— Ale jakoś odmówili.

— Bo widzą, że nie pracownik z ciebie, tylko wieczny uciekinier — odparła żona z ironią.

— No to co?

— Zamawiam opony do samochodu? — Fiodor zignorował ironię żony.

— Zamawiaj.

— Tylko ode mnie nie dostaniesz ani grosza.

— Co ty?

— No przestań!

— Przestań się dąsać, w każdej rodzinie są trudności.

— I my też wszystko przetrwamy — ciągnął Fiodor, jak gdyby nigdy nic.

— Pieniędzy nie dam — rzuciła sucho Uljana.

— To już nie jest śmieszne!

— Dobra, na mnie się obraziłaś, ale moja matka co ma do tego?

— Co ja jej powiem?

— Ona czeka na pomoc od nas!

— Ja mam jeszcze myśleć o twojej matce?

— No już nie!

— Ja mam o kogo dbać i o kogo się martwić — o swoje dzieci!

— Uljana, przestań.

— Wszystko zrozumiałem.

— Wyciągnąłem wnioski.

— Znajdę porządną pracę, odłożymy pieniędzy i w przyszłym roku polecimy nad morze, jak planowaliśmy.

Uljana zawsze dziwiła się tej zdolności męża, by wszystko odbierać lekko i prosto.

Żadnych problemów, żadnych trosk, żadnych zmartwień.

— Ty może pojedziesz w przyszłym roku.

— Jeśli będziesz miał szczęście, oczywiście.

— A my z córką i synem za dwa tygodnie polecimy, jak planowałam — oznajmiła spokojnie Uljana.

— Co?

— Lecicie beze mnie? — Fiodor nie wierzył żonie.

— Daj spokój!

— To żart.

— Jak to — beze mnie?

— Nie dasz sobie tam rady sama z dziećmi.

— To nie jest wyjście do kina.

— One są jeszcze małe, trzeba na nie uważać.

— Poradzę sobie ze wszystkim, uwierz mi.

— I zapamiętaj: jeśli w najbliższym miesiącu nie znajdziesz pracy i nie będziesz tam pracował na stałe, czeka cię bardzo brzydki finał.

— Zostawię cię, bo nie mogę już polegać na swoim mężu w trudnej sytuacji.

— Wiesz, chcę widzieć obok siebie prawdziwego mężczyznę, obrońcę i pomocnika.

— Kogoś, kto będzie przykładem dla naszych dzieci.

— A nie człowieka, po którym nie wiadomo, czego jutro się spodziewać.

— Uljana, ty…

— Koniec.

— Usłyszałeś mnie.

— Wyciągaj wnioski.

Trzy dni przed wyjazdem Uljany z dziećmi na wypoczynek Fiodor zatrudnił się w firmie zajmującej się renowacją mebli tapicerowanych.

Powiedział, że znalazł to, czego szukał.

I że teraz wszystko będzie inaczej.

„Zobaczymy” — pomyślała Uljana.

Na razie mieszkają razem.

Ale co czeka Fiodora, jeśli znowu ucieknie z pracy, wie tylko jego żona.