„Najpierw gardzili mną jak strachem na wróble, a teraz złożyli łapki i przydreptali po pieniądze na jubileusz.”
Tego dnia Natalia Nikołajewna mocno zaskoczyła syna i jego żonę, pojawiając się niespodziewanie z wizytą.

Była w wyjątkowo dobrym nastroju.
W jednej ręce trzymała kwiaty, a w drugiej — pudełko z tortem.
Paweł, który otworzył drzwi, przez chwilę patrzył na matkę ze zdumieniem.
— Pasza, czemu stoisz jak słup? — zaśmiała się Natalia Nikołajewna.
— Będziesz mnie tak trzymał na progu?
— Wejdź, — wzruszył ramionami Paweł i wpuścił ją do środka.
Krytycznym wzrokiem rozejrzała się po mieszkaniu.
— Naprawdę nie mogliście znaleźć sobie lepszego mieszkania? — zapytała.
— Mnie i Janie wszystko odpowiada, — odparł Paweł.
Usłyszawszy głosy, z salonu do przedpokoju wychyliła się Jana.
Na widok teściowej zdziwiła się nie mniej niż jej mąż kilka minut wcześniej.
— Witaj, Janochko, — teściowa uśmiechała się usilnie.
— Przechodziłam obok i postanowiłam wpaść do was w gości.
Jana milczała, patrząc na kobietę, a Natalia Nikołajewna niespokojnie się skuliła, bo teraz z ciekawością badały ją już dwie pary oczu.
— Czemu tak na mnie patrzycie? — obraziła się kobieta.
— Rozumiem, byłam winna.
Ale wszystko sobie uświadomiłam i chcę odkupić swoją winę.
W końcu ja i Pasza nie jesteśmy obcymi ludźmi.
Natalia Nikołajewna wręczyła synowej przyniesione podarki.
— Chyba lubisz właśnie takie kwiaty, — zauważyła.
Jana, biorąc bukiet i pudełko z tortem, poszła do kuchni.
Paweł został sam z Natalią Nikołajewną.
— Mamo, po co przyszłaś? — zapytał Paweł.
— Przecież powiedziałam: chcę się pogodzić, — odpowiedziała kobieta z nutą irytacji.
— Po co? — zapytał Paweł ponownie.
— No co ty ciągle: „po co? po co?”, — warknęła kobieta.
— W końcu jesteś moim synem.
A Waria za tobą tęskni.
— To czemu nie przyszła z tobą? — zdziwił się mężczyzna.
— Ona jeszcze nie jest gotowa, — niechętnie odparła Natalia Nikołajewna.
— Pasza, twoja siostra też wszystko rozumie.
Rozmowę przerwała Jana, która weszła i zaprosiła wszystkich do stołu.
Kwiaty przyniesione przez teściową stały już w wazonie na kuchennym stole.
Tort był pokrojony.
W filiżankach parowała herbata.
— Ja i Waria dużo rozmawiałyśmy o naszej sytuacji, — mówiła Natalia Nikołajewna.
— Sprzeczałyśmy się i nawet kłóciłyśmy.
Ale w końcu doszłyśmy do wniosku, że mocno nawaliłyśmy.
Natalia Nikołajewna, używszy potocznego słowa, niezręcznie chrząknęła i szybko się poprawiła.
— Krótko mówiąc, nie miałyśmy racji i chciałybyśmy to naprawić, — podsumowała swoje krótkie wystąpienie.
Jana i Paweł przez chwilę milczeli.
Pierwsza odezwała się synowa.
— Dobrze, Natalio Nikołajewno, spróbujmy to wszystko naprawić, — powiedziała.
Przez resztę wizyty teściowej cała trójka rozmawiała po prostu o byle czym.
Kiedy Natalia Nikołajewna wyszła, a młodzi razem zmywali naczynia po herbacie, temat wizyty teściowej wciąż pozostawał aktualny.
— Pasza, ja oczywiście nie zdążyłam jeszcze tak dobrze poznać twojej mamy, — zaczęła Jana, — ale miałam wrażenie, że czegoś nie dopowiadała.
Paweł nie odpowiedział od razu.
— Naprawdę myślisz, że mama nie mogła się zmienić? — zapytał żonę.
— Jestem realistką, wiesz, — odparła Jana.
— Nawet ty nie jesteś pewien.
I znów w kuchni na chwilę zapadła cisza.
— Dobra, nie będziemy zgadywać, — powiedział w końcu Paweł.
— Czas wszystko pokaże.
Jana nie mogła się z mężem nie zgodzić.
Powodów, by ostrożnie podchodzić do tak dziwnej wizyty Natalii Nikołajewny, para miała dość.
Zwłaszcza Jana.
Wybrankę Pawła zarówno jego matka, jak i młodsza siostra początkowo przyjęły wrogo.
I żadna z nich nawet nie próbowała ukrywać emocji.
— Pasza, jak mogłeś? — Wariwara pierwsza wyraziła swój stosunek do wyboru brata.
— Przecież się umawiałyśmy.
Skąd ty wykopałeś to straszydło?
Jana była dosłownie oszołomiona takim przyjęciem.
Wydało jej się, że nawet Paweł się zmieszał.
— Waria, co ty wygadujesz? — zapytał w szoku.
— Dobrze mówi! — pospieszyła wtrącić się Natalia Nikołajewna.
— Synku, przecież doskonale wiesz, czego od ciebie oczekiwałyśmy.
Jak mogłeś tak zawieść?
Jana wciąż nie rozumiała, co się dzieje, a Paweł pośpiesznie wyprowadził ją z kawiarni, gdzie miało dojść do spotkania.
— Rozumiesz, one do samego końca liczyły, że przyjdę z Julią, — wyjaśnił Paweł.
— To córka starej przyjaciółki mamy i jednocześnie dobra koleżanka Wariki.
Krótko mówiąc, dwa w jednym.
Poza tym Julia ma ojca urzędnika średniego szczebla, ale poziom życia i możliwości rodziny są znacznie powyżej średniej, rozumiesz.
— Widocznie twoja mama i siostra miały wielkie plany co do twojego ślubu, — uśmiechnęła się ze zrozumieniem Jana.
— Dokładnie, — Paweł zaśmiał się ponuro.
— Dla obu pieniądze i status to główna obsesja.
Widzisz, kiedyś my też żyliśmy bardzo dobrze.
Mój ojciec był wysokim przełożonym i świetnie zarabiał.
Ale dziesięć lat temu zmarł.
Od tego czasu mama i Wariwara ze wszystkich sił marzą, żeby odzyskać dawne życie.
Jana wtedy nic nie powiedziała.
Ona i Pasza spotykali się już trzy miesiące, ale chłopak był nastawiony bardzo poważnie.
Jana też zdążyła mocno się zakochać, a jednocześnie umiała obiektywnie ocenić wszystkie niepodważalne zalety swojego wybranka.
A teraz coraz częściej dręczyły ją wyrzuty sumienia z powodu własnego oszustwa.
I myślała o tym, że powinna wreszcie się do wszystkiego przyznać.
Po poznaniu krewnych ukochanego temat ważny dla Jany znów nie dawał jej spokoju.
Wtedy już mieszkali razem i w drodze do domu Jana w końcu się odważyła.
Zaproponowała Pawłowi, żeby usiadł.
— Muszę ci coś powiedzieć, — oznajmiła Jana.
— Mam nadzieję, że mnie zrozumiesz.
Paweł patrzył na dziewczynę z niepokojem, a Jana zaczęła się strasznie denerwować.
— W każdym razie nie jestem sierotą, jak mówiłam ci wcześniej, — oświadczyła Jana.
— Wydaje mi się, że już czas, żebyś poznał moich rodziców.
W tamtym momencie Paweł rozważał w głowie różne teorie, nawet tę, że Jana może pochodzić z patologicznej rodziny.
Pomylił się dokładnie odwrotnie.
Okazało się, że Jana pochodzi z bardzo zamożnej rodziny.
Po prostu postanowiła nie korzystać z dobrodziejstw rodziców i wszystko w życiu osiągnąć sama.
Jedyna rzecz, w której rodzice jej pomogli, to zdobycie świetnego wykształcenia.
Dalej w życiu Jana konsekwentnie szła sama.
Znalazła pracę i wynajmowała mieszkanie.
— Już parę razy się sparzyłam, — wyjaśniła Jana.
— Gdy tylko chłopak dowiadywał się, kim jest mój ojciec, od razu czegoś potrzebował.
Dlatego milczałam.
Ale ty, widzę, nie jesteś taki.
Paweł zrozumiał ukochaną.
I wkrótce Jana przedstawiła narzeczonego swoim rodzicom.
— Widzę, że jesteś dobrym chłopakiem, — zauważył Arkadij Wiktorowicz, ojciec Jany.
— Szanuję postawę mojej córki i cieszę się, że znalazła godnego partnera.
Jestem pewien, że wam się uda.
A na moją pomoc zawsze możecie liczyć.
Na tym się rozeszli.
Paweł i Jana skromnie wzięli ślub cywilny.
Jedyne, co przyjęli jako prezent od Arkadija Wiktorowicza, to opłacone wyjazdy do nadmorskiego kurortu.
— Upieram się, — śmiał się Arkadij Wiktorowicz.
Natalia Nikołajewna i Wariwara nie przyszły nawet na urząd.
Po tamtym niefortunnym spotkaniu matka i siostra jeszcze próbowały dzwonić do Pawła, obmawiając Janę i namawiając go, by się opamiętał, ale Paweł trwał przy swoim.
I nagle tak niespodziewane pojawienie się teściowej.
Według Natalii Nikołajewny adres wynajmowanego mieszkania młodych poznała od córki.
— Waria raz zobaczyła was na ulicy i poszła za wami, — wyjaśniła teściowa.
— Tak znalazła dom.
A numer mieszkania już ustaliłyśmy u sąsiadów.
Od tamtego dnia teściowa zaczęła często przychodzić do młodych.
Tak bardzo starała się zaprzyjaźnić z Janą, że popadała w jawne lizusostwo.
Pawłowi bywało aż niezręcznie za matkę.
— Mamo, wystarczy, że po prostu szanujesz moją żonę, — powiedział jej kiedyś Paweł.
— Nie musisz zostać jej fanką.
Pewnego razu Natalia Nikołajewna przyszła nie sama, lecz z młodszą córką.
Tym razem Wariwara zachowywała się cicho jak mysz pod miotłą.
Od czasu do czasu także, za przykładem matki, prawiła Janie komplementy i pochwały.
Małżonkowie szczerze gubili się w domysłach, co takiego stało się z obiema kobietami.
Zbliżał się srebrny jubileusz ślubu rodziców Jany.
Planowano wielką uroczystość w jednej z najlepszych restauracji miasta.
Jana i Paweł zawczasu zaczęli odkładać pieniądze na godny prezent dla rodziców.
Paweł wspomniał o imprezie mimochodem w rozmowie z matką i nawet nie przywiązał do tego wagi.
W dniu święta, gdy wszyscy zaproszeni już siedzieli przy stołach i wznosili toasty, w restauracji niespodziewanie pojawiły się Natalia Nikołajewna i Wariwara.
Na widok matki i siostry Paweł był w szoku nie mniej niż jego żona.
— Jana, ja nic konkretnego nie mówiłem, — przekonywał żonę, — tylko powiedziałem mamie, że dziś nie będzie nas w domu.
Jak wyszło na jaw później, dociekliwa Wariwara nie poleniła się sprawdzić wszystkich porządnych restauracji w mieście, by ustalić, gdzie i o której zamówiono bankiet.
A dużo wcześniej ta sama Wariwara, która pracowała jako kelnerka, przypadkiem zobaczyła, jak Jana jadła obiad z ojcem.
Najpierw wzięła Arkadija Wiktorowicza za kochanka Jany.
Ale gdy podeszła bliżej, usłyszała ich rozmowę.
A w domu poszukała informacji w internecie i dowiedziała się, czyją córką jest synowa.
Oczywiście matka i córka w rozpaczy wyrzucały sobie nawzajem i same sobie, że tak głupio popsuły relacje z bogatą synową.
Dlatego Natalia Nikołajewna pośpieszyła naprawiać stosunki.
I oto obie pojawiły się na bankiecie, a zawstydzony Paweł musiał przedstawić krewnych teściowi i teściowej.
Dla kobiet uprzejmie znalazły się dwa dodatkowe miejsca przy stole.
I Jana, i Paweł już wyraźnie rozumieli motywy ich zachowania.
Pawłowi było niesamowicie niezręcznie, a Jana cały czas pokrzepiająco ściskała dłoń męża.
Przez pewien czas matka i córka starały się zachowywać neutralnie, ale coraz trudniej było im milczeć o prawdziwych motywach.
Co jakiś czas się wyrywało.
— Przecież pani rozumie, ile potrzeba młodej dziewczynie, — skarżyła się Natalia Nikołajewna matce Jany.
— Wariwarze przydałoby się osobne mieszkanie.
I znaleźć porządnego narzeczonego w waszych kręgach.
Olga Pietrowna, teściowa Pawła, tylko uprzejmie się uśmiechała, a Wariwara łakomie lustrowała gości.
— Szkoda, że wcześniej nie poznałam swatów, — trajkotała dalej Natalia Nikołajewna.
— Tacy ludzie!
Paweł był gotów zapaść się pod ziemię ze wstydu.
W końcu nie wytrzymał.
Paweł stanowczo wstał, podszedł do siostry i matki i jednocześnie wyprowadził obie znad stołu.
Przeprosiwszy gości i ignorując oburzenie krewnych, Paweł zaprowadził je do wyjścia.
— Pasza, nie masz prawa! — próbowała na ulicy przemówić synowi do rozsądku Natalia Nikołajewna.
— Ja i Waria tak długo czekałyśmy na tę szansę!
— Wynocha, żebym was więcej nie widział, — syknął Paweł i wrócił do restauracji, na wszelki wypadek uprzedzając ochronę.
Może kiedyś znowu ułoży relacje z matką i siostrą.
Ale to nie jest pewne.







