„Matka odmówiła przyjęcia ciężarnej córki, a potem sama wparowała mieszkać „w dużym mieszkaniu”, domagała się kątów i rekompensat — aż wyleciała z torcikiem i awanturą.”
— Katia, ty i Igor jesteście już dorośli i powinniście rozumieć, że rodzice są wam coś winni tylko do 18. roku życia — pouczająco mówiła Antonina Tichonowna.

Potem radzicie sobie sami.
Tym bardziej, że jesteś mężatką, więc to twój mąż powinien się tobą opiekować.
— Mamo, ja proszę tylko o tymczasowe schronienie — błagała Katia — na miesiąc, może dwa.
Jestem teraz w ciąży, a Igora zwolnili z pracy.
Jak tylko wszystko się ułoży, znowu się wyprowadzimy.
Ale Antonina Tichonowna trwała przy swoim.
Niedawno ta kobieta, od wielu lat wdowa, zamieszkała z mężczyzną, więc intensywnie cieszyła się nowym szczęściem i kategorycznie odmawiała poświęcenia choćby jednego dnia własnego komfortu.
— Katia, Nikita Siergiejewicz będzie niezadowolony — oświadczyła na koniec.
— Czy ty chcesz zrujnować mi życie?
Nie czekając na odpowiedź, Antonina Tichonowna zakończyła rozmowę.
Problem polegał na tym, że właściciel poprzedniego mieszkania, w którym mieszkali Katia i Igor, nagle rozwiązał umowę najmu, twierdząc, że gwałtownie zmieniły mu się okoliczności, choć otrzymał zapłatę z góry za pół roku.
Dobrowolnie oddać pieniędzy odmówił, a młoda para zamierzała iść do sądu, ale to wymagało czasu i pieniędzy.
Tak samo jak wynajęcie nowego lokum.
A jak już wspomniano, w pracy Igora były redukcje.
Katia i Igor zostali praktycznie na ulicy, kiedy zadzwoniła teściowa, Swietłana Iwanowna.
— Na razie przyjedźcie do mnie — powiedziała.
— Potem się zobaczy.
Warto zaznaczyć, że od pierwszego dnia wspólnego życia Katii i Igora synowa z teściową nie mogły się dogadać.
Swietłana Iwanowna zawsze miała ostry język, a Katia z natury była dość porywcza.
I choć Igor próbował przekonać żonę, że Swietłana Iwanowna po prostu tak się wyraża i w gruncie rzeczy wcale nie jest zła, kontaktu nie udało się nawiązać.
Po kilku słownych utarczkach między teściową a synową młodzi jednoznacznie zdecydowali, że się wyprowadzą.
I oto Swietłana Iwanowna niespodziewanie zaprosiła ich do siebie.
— Igor, twoja mama doprowadzi mnie do poronienia swoim językiem — płakała Katia.
— Staraj się jak najmniej z nią rozmawiać — przekonywał żonę Igor.
— Mama ma dwa oddzielne pokoje.
Będziemy mieszkać w jednym, możliwie samodzielnie.
Kochanie, ja na pewno coś wymyślę.
Poza tym sama to zaproponowała.
Oliwy do ognia dolała wtedy Antonina Tichonowna, która jak gdyby nigdy nic zadzwoniła do córki, żeby zapytać, co u niej i u zięcia.
— Oj, wpakowałaś się, Katerino — biadoliła matka młodej kobiety.
— Mieszkać z teściową to gorzej się nie da.
Ona cię żywcem zje.
Tyle że Antonina Tichonowna żadnej alternatywy nie zaproponowała.
Katia, z ciężkim sercem, zgodziła się na propozycję Swietłany Iwanowny.
Po jednej nocy w hostelu, dokąd musieli trafić od razu po nagłym wyrzuceniu, rano przyjechali do mieszkania teściowej.
— No co, bezdomni, nachodziliście się? — przywitała ich szyderczo Swietłana Iwanowna.
— Idźcie do kuchni, tam czeka na was śniadanie.
A ja tymczasem dokończę przygotowywać wasz pokój.
I Swietłana Iwanowna wyszła.
Tak Katia i Igor zostali z teściową, która nawet nie zamierzała porzucić swojego zwyczaju ciągłego docinania bliskim.
— Katka, coś ty się roztyła — mówiła Swietłana Iwanowna do synowej.
— Jesz jakieś świństwa.
Wkrótce nie będziesz się mieścić w drzwiach.
W każdym razie lepiej ja ci będę gotować.
I wkrótce rzeczywiście waga Katii się unormowała, opuchlizna zeszła, i zaczęła się czuć dużo lepiej.
— Ale syf u siebie zrobiliście — burczała Swietłana Iwanowna, oglądając pokój młodych małżonków, kiedy Katia leżała z toksykozą i nie miała siły sprzątać.
Wtedy teściowa wzięła tę misję na siebie.
Z czasem Katia zaczęła rozumieć naturę Swietłany Iwanowny.
Tak, była ostra w słowach, ale zawsze okazywała szczerą troskę.
I Katia przestała się obrażać.
Katia była w ósmym miesiącu ciąży, kiedy zmarła żona rodzonego brata Swietłany Iwanowny i wujka Igora.
Wasilij Iwanowicz został sam, bo dorosłe dzieci dawno się rozjechały i każde żyło własnym życiem.
Poza tym mężczyzna mieszkał na wsi.
Przy pogrzebie pomagała wtedy cała rodzina.
Katia spodziewała się, że też ją włączą w organizację pogrzebu i stypy, ale Swietłana Iwanowna po swojemu stanowczo odgrodziła synową od tak smutnego wydarzenia.
— Jeszcze tego brakowało, żebyś z brzuchem miała się wlec na wieś i przesuwać stoły — powiedziała ostro teściowa.
— Siedź w domu.
Leż, odpoczywaj i nic nie gotuj.
Jedzenie ci przywieziemy.
Katia była już wtedy na urlopie macierzyńskim.
Igor naprawdę starał się rozwiązać sprawę pracy, ale na razie nic mu nie wychodziło.
A sama Katia nie dążyła już tak bardzo do ucieczki od teściowej, do której zdążyła się na swój sposób przywiązać.
Czterdzieści dni po tych smutnych wydarzeniach w mieszkaniu Swietłany Iwanowny pojawiła się jej matka, Lidia Wiktorowna.
Katia w tym czasie poszła się położyć, bo teściowa tradycyjnie nie angażowała jej w przyjmowanie gościa.
— Idź, idź, nie ma co, żebyś słuchała dorosłych rozmów — mruknęła Swietłana Iwanowna.
Długo rozmawiały w kuchni, a potem Swietłana Iwanowna niespodziewanie zajrzała do pokoju synowej.
— Katia, zadzwoń do Igora, niech wraca do domu jak najszybciej — poleciła teściowa.
Katię nieprzyjemnie ścisnęło w dołku.
Najwyraźniej podświadomie wciąż jednak spodziewała się od teściowej jakiegoś podstępu.
Do powrotu męża Katia bała się nawet wyjść z pokoju.
A kiedy Igor wrócił, razem poszli do kuchni.
— No więc tak — teściowa spojrzała na swoją matkę — my tu się naradziłyśmy i zdecydowałyśmy, że czas wam się stąd wynosić.
W Katii wszystko zamarło.
Czyżby jednak się myliła, uznając, że teściowa jest dobra i troskliwa, a jej złośliwość była tylko skorupą?
Ale Katia nie zdążyła długo panikować.
— Nie stój tak! — Swietłana Iwanowna sama posadziła Katię na stołku, chwytając ją za ramiona, i zwróciła się do Lidii Wiktorowny.
— Mamo, no mów.
— Postanowiłam przenieść się do Wasi na wieś — oznajmiła Lidia Wiktorowna.
— Nieładnie, żeby chłop żył sam, kiedy przywykł do rodziny.
A i mnie na ziemi, w moim wieku, będzie lepiej.
A swoje mieszkanie postanowiłam zostawić wam.
Katia i Igor nawet nie od razu znaleźli słowa.
Emocje ich przepełniały.
Pierwszy otrząsnął się Igor.
Rzucił się, żeby uściskać Lidię Wiktorownę.
— Babciu, uwielbiam cię! — ściskał ukochaną babcię, a ona żartobliwie się wyrywała.
A Katia wciąż nie mogła uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę.
Okrzyk teściowej przywrócił ją do rzeczywistości.
— No czego tak siedzisz? — Swietłana Iwanowna patrzyła na nią z kpiącą surowością.
— Biegiem pakować rzeczy!
Bo mi tu jeszcze urodzisz!
Lidia Wiktorowna miała świetne dwupokojowe mieszkanie w dobrym, zielonym i cichym rejonie miasta, z doskonale rozwiniętą infrastrukturą.
Idealne miejsce dla młodej rodziny oczekującej dziecka.
Katia i Igor byli w siódmym niebie.
Już w pierwszych dniach obeszli całą okolicę, żeby poznać każdy jej zakątek.
A potem z wyprzedzeniem zaczęli urządzać pokój dziecięcy.
Rozmiary kuchni w mieszkaniu Lidii Wiktorowny pozwalały, by była niemal pełnoprawnym przedłużeniem salonu, więc młodzi małżonkowie zyskali też sypialnię.
Żyj i ciesz się.
Wkrótce znów zadzwoniła Antonina Tichonowna.
— No i co, ta żmija cię jeszcze nie połknęła? — zapytała, mając na myśli swatkę.
— Nie, przeciwnie — odpowiedziała Katia i podzieliła się nowinami.
Antonina Tichonowna szczerze się zainteresowała i wprosiła się do córki i zięcia w gości.
Matka przyszła sama.
Z drobiazgową miną obejrzała mieszkanie, oceniła okolicę i nad czymś mocno się zamyśliła.
Po herbacie z torcikiem Antonina Tichonowna wyszła, a po trzech dniach zadzwoniła.
— Katia, mam świetny pomysł — oznajmiła matka.
— Naradziliśmy się z Nikitą Siergiejewiczem i postanowiliśmy, że będziemy mieszkać z wami, a swoje mieszkanie wynajmiemy.
Chcemy odłożyć na letni wypoczynek nad morzem i w ogóle dodatkowe pieniądze się przydadzą.
— Mamo, ale to niemożliwe — powiedziała Katia.
— My z Igorem już wszystko tu urządziliśmy.
— Córko, masz w ogóle sumienie? — zaczęła naciskać Antonina Tichonowna.
— Wam za darmo przypadło duże mieszkanie, a my z Nikitą Siergiejewiczem musimy się gnieździć w jednym pokoju.
I nasza okolica też pozostawia wiele do życzenia.
Nie można być takimi egoistami.
— Mamo, pamiętam, że kiedy mnie i Igorowi była potrzebna pomoc, odmówiłaś — powiedziała Katia.
— A teraz nazywasz nas egoistami.
— Ale naprawdę nie mieliśmy gdzie was ulokować — tłumaczyła się Antonina Tichonowna.
— Wy macie przecież mnóstwo miejsca.
Poza tym pojawi się wnuk, będę mogła pomagać na miejscu, a nie jeździć przez całe miasto.
— Dziękuję, Swietłana Iwanowna uprzedziła, że jest gotowa jeździć — odpowiedziała Katia.
— Czyli zamieniłaś własną matkę na obcą ciotkę? — oburzyła się Antonina Tichonowna.
— Jaka ty jesteś niewdzięczna!
Katia pospieszyła zakończyć tę rozmowę, ale okazało się, że Antonina Tichonowna nie zamierzała tak łatwo odpuścić.
Tego samego wieczoru przyszła osobiście.
Tym razem postanowiła działać na córkę przez jej męża.
— Igor, nie rozumiem, dlaczego nie chcecie pójść nam na rękę? — jakby szczerze się dziwiła Antonina Tichonowna.
— Tak dobrze wszystko zaplanowaliśmy.
W czym byśmy wam przeszkadzali?
Macie tyle miejsca…
Jednak Igor, jak najbardziej uprzejmie, spróbował wyjaśnić teściowej, że ona i jej nowy mąż nie mogą tu zostać.
— W takim razie powinniście zrekompensować mi i Nikicie Siergiejewiczowi te pieniądze, które planowaliśmy dostać z wynajmu naszego mieszkania — oświadczyła Antonina Tichonowna.
— Mieliśmy na nie plany.
— Przepraszam, ale jest pani teraz zamężna, więc to właśnie pani mąż powinien się o panią troszczyć — powiedział Nikita z drwiną.
Antonina Tichonowna nie znalazła wtedy odpowiedzi.
I musiała odejść.
Miesiąc później Igorowi i Katii urodził się syn, któremu dali na imię Aleksander.
Matka Katii znów próbowała o sobie przypomnieć.
— Ciężko pewnie samej z maluszkiem — powiedziała Antonina Tichonowna.
— Masz jeszcze szansę zmienić zdanie.
— Mamo, obudziłaś mnie — odpowiedziała Katia.
— Swietłana Iwanowna nakarmiła Saszę i poszła z nim na spacer, żebym mogła odpocząć.
Przepraszam, każda minuta jest na wagę złota, dopóki ich nie ma.
I Katia zakończyła rozmowę.
Przez pierwsze tygodnie Swietłana Iwanowna przyjeżdżała niemal codziennie.
Sprzątała w mieszkaniu syna i synowej, gotowała, spacerowała z wnukiem i wracała do siebie.
Gdy Sasza podrósł, rodzice kilka razy zabrali go na wieś do Wasilija Iwanowicza i Lidii Wiktorowny.
Tak minął rok.
Przez cały ten czas Antonina Tichonowna ani razu nie pojawiła się w mieszkaniu młodych rodziców.
Było jej za daleko, żeby dojeżdżać.







