«Teściowa rządziła w moim domu, dopóki dokumenty nie sprowadziły jej na właściwe miejsce».

«Wyrzucała moich rodziców, pewna, że to dom jej syna i że władza należy do niej».

Nakrywałam do stołu i słyszałam, jak w salonie teściowa Ałła Pietrowna opowiada coś głośnym głosem.

Moi rodzice przyjechali do nas w gości z Tuły, po raz pierwszy od trzech lat.

Mama źle się czuła po operacji, lekarze pozwolili jej podróżować dopiero teraz.

Tak bardzo czekałam na ich przyjazd, chciałam pokazać nasz dom i przedstawić im wnuczkę Katię.

Ale teściowa, dowiedziawszy się o przyjeździe moich rodziców, od razu oznajmiła, że ona też przyjedzie w odwiedziny.

Ja i Andriej, mój mąż, spojrzeliśmy na siebie, ale nic nie powiedzieliśmy.

Ałła Pietrowna często tak robiła — pojawiała się niespodziewanie i zostawała na nieokreślony czas.

Przyjechała dzień wcześniej niż rodzice i od razu zajęła najlepszy pokój — ten, który przygotowałam dla mamy i taty.

Musieliśmy ulokować rodziców na rozkładanej sofie w salonie.

Zasmuciło mnie to, ale przemilczałam.

Nie chciałam psuć spotkania awanturą.

Pierwszy wieczór minął względnie spokojnie.

Przy kolacji Ałła Pietrowna opowiadała o swoich znajomych, nie dając innym wtrącić słowa.

Mama próbowała zapytać coś o Katię, ale teściowa przerywała, sprowadzając rozmowę na siebie.

Tata milczał, od czasu do czasu tylko przytakiwał.

Rano przygotowywałam śniadanie dla wszystkich.

Teściowa weszła do kuchni i obejrzała nakryty stół z niezadowoloną miną.

— Swieta, znowu twaróg?

— Przecież mówiłam, że mam po nim zgagę.

— I kawa taka słaba.

— Trzeba było zrobić mocniejszą.

Zacisnęłam wargi i nic nie odpowiedziałam.

Mama weszła zaraz za nią i zaproponowała pomoc przy naczyniach.

Ałła Pietrowna zmierzyła ją pogardliwym wzrokiem.

— Nie trzeba, Tamaro Iwanowno.

— Swieta sama sobie poradzi.

— To jej obowiązki.

Mama stanęła bezradnie, potem cicho usiadła przy stole.

Widziałam, jak przygasła, i zabolało mnie serce.

Przy śniadaniu teściowa nadal rozkazywała.

Wskazywała, gdzie kto ma siedzieć, jakich sztućców używać, ile nakładać jedzenia.

Mówiła tak, jakby to był jej dom, a my wszyscy byliśmy tu gośćmi.

— Andriusza, podaj mamie chleb.

— Tamaro Iwanowno, nie nakładajcie tyle masła, to niezdrowe.

— Piotrze Siemionowiczu, źle trzymacie widelec.

Tata zaczerwienił się i odłożył widelec na stół.

Całe życie przepracował jako elektryk w fabryce, ręce miał pracowite, spracowane.

A teraz teściowa uczyła go, jak jeść „prawidłowo”.

Po śniadaniu Ałła Pietrowna zajęła ulubiony fotel w salonie, włączyła telewizor i zaczęła komentować programy.

Rodzice siedzieli na sofie w milczeniu.

Mama robiła na drutach, tata czytał gazetę.

Starali się nie przeszkadzać, być niezauważalni.

Zabrałam Katię na spacer.

Na placu zabaw spotkałam sąsiadkę i zagadałyśmy się.

Gdy wróciłyśmy do domu po godzinie, usłyszałam głośny głos teściowej już od progu.

Wchodząc do salonu, zobaczyłam taką scenę: Ałła Pietrowna stała pośrodku pokoju z czerwoną twarzą, mama siedziała na sofie blada, a tata trzymał ją za rękę.

— Co się stało? — zapytałam, zdejmując Kati kurtkę.

— Stało się to, że twoja mama postanowiła przestawić kwiaty!

— Bez pytania!

— W moim domu! — wypaliła teściowa.

Spojrzałam na parapet.

Doniczka z fikusem rzeczywiście stała w innym miejscu.

— Mama chciała tylko pomóc — zaczęłam.

— Tam było mało światła, roślina mogła…

— Nie tłumacz się!

— To moja sprawa, gdzie mają stać kwiaty w moim domu!

— Nie prosiłam was o pomoc!

Mama powiedziała cicho:

— Przepraszam, Ałło Pietrowno.

— Nie chciałam.

— Po prostu jestem przyzwyczajona do dbania o rośliny.

— Przyzwyczajona!

— W domu dbajcie o swoje, a tutaj niczego nie dotykajcie!

Poczułam, jak we mnie wszystko się gotuje.

Andriej był w pracy, nie mógł zareagować.

A ja milczałam, nie chciałam kłótni.

To był błąd.

Wieczorem, kiedy wszyscy siedzieli przy kolacji, tata niechcący zahaczył łokciem o szklankę z wodą.

Woda rozlała się na obrus.

Szybko chwycił serwetkę i zaczął wycierać.

— No widzicie! — zawołała Ałła Pietrowna.

— A nie mówiłam!

— Mówiłam Andriejowi, żeby nie zapraszać gości!

— Teraz obrus jest zniszczony!

— Ałło Pietrowno, to tylko woda — powiedziałam.

— Wypiorę obrus i wszystko będzie dobrze.

— Dobrze!

— Wy tu wszystko wywracacie do góry nogami, a potem mówicie, że „dobrze”!

Mama wstała od stołu.

— Może lepiej, żebyśmy wyjechali?

— Nie chcemy sprawiać kłopotu.

Chwyciłam ją za rękę.

— Mamo, nigdzie nie pojedziecie.

— To też jest wasz dom.

Teściowa prychnęła.

— Ich dom!

— Jeszcze czego!

— To mój syn kupił to mieszkanie!

— Andriej!

Następnego dnia napięcie tylko się nasiliło.

Ałła Pietrowna stale znajdowała powody do docinków.

To mama źle umyła kubek, to tata za głośno kaszlał, to wstali za wcześnie i wszystkich pobudzili.

Wieczorem usłyszałam, jak teściowa rozmawia z Andriejem w kuchni.

Stałam w korytarzu i słuchałam.

— Andriusza, ja już nie mogę.

— Ci ludzie działają mi na nerwy.

— Twoja teściowa pcha się wszędzie, teść chodzi jak niedźwiedź.

— Poproś ich, żeby wyjechali.

— Mamo, to rodzice Swiety.

— Mieszkają daleko, rzadko przyjeżdżają.

— Tym lepiej!

— Niech nadal przyjeżdżają rzadko!

Nie wytrzymałam i weszłam do kuchni.

— Ałło Pietrowno, moi rodzice zachowują się przyzwoicie.

— To pani pozwala sobie na chamstwo wobec nich!

Wyprostowała się.

— Jak śmiesz tak do mnie mówić!

— Jestem matką twojego męża!

— I to daje pani prawo upokarzać moich rodziców?

— To mój dom!

— Tu ja rządzę!

— I mam prawo decydować, kto ma tu być!

Andriej próbował zareagować, ale teściowa go odepchnęła i przeszła do salonu, gdzie siedzieli rodzice.

Poszliśmy za nią.

— Tamaro Iwanowno, Piotrze Siemionowiczu — zaczęła uroczyście.

— Bardzo mi przykro, ale będziecie musieli wyjechać.

— Stwarzacie w tym domu nie do zniesienia atmosferę.

— Zabierajcie swoje graty i wynoście się z mojego domu!

Mama pobladła.

Tata wstał, zaciskając pięści.

Widziałam, jak trudno mu się powstrzymać.

Podeszłam do teściowej i spojrzałam jej prosto w oczy.

— Ałło Pietrowno, mówi pani o „swoim” domu.

— Ciekawe, skąd ta pewność?

Spojrzała na mnie zdziwiona.

— Skąd?

— Andriej kupił to mieszkanie!

— Kupił.

— Ale za czyje pieniądze?

— Za swoje, oczywiście!

Poszłam do sypialni i wyjęłam z szafy teczkę z dokumentami.

Wróciłam do salonu i położyłam teczkę na stole.

— Oto akt własności.

— Proszę czytać.

Ałła Pietrowna wzięła dokument i zaczęła czytać.

Jej twarz zmieniała się z każdą sekundą.

— „Swietłana Michajłowna Sokołowa” — przeczytała na głos.

— Co to ma znaczyć?

— To znaczy, że mieszkanie jest zapisane na mnie.

— Kupiliśmy je za pieniądze, które podarowała mi babcia.

— Trzy miliony rubli.

— Andriej dołożył pięćset tysięcy na remont, ale główna kwota była moja.

— Dlatego mieszkanie jest na moje nazwisko.

Teściowa osunęła się na krzesło.

Andriej stał przy ścianie i milczał.

Znał prawdę, ale z jakiegoś powodu nigdy nie powiedział jej matce.

— Ale… ale Andriej mówił, że to on kupił…

— On nie mówił, że kupił — poprawiłam.

— Mówił, że kupiliśmy.

— To pani sama uznała, że to on.

— I zachowywała się tu jak gospodyni.

— Rozkazywała wszystkim, upokarzała moich rodziców.

— W moim domu.

Ałła Pietrowna chwyciła torebkę.

— Jak mogłaś!

— Oszukać mnie!

— Zachowywać się tak, jakby to Andriej wszystko załatwił!

— Nikogo nie oszukałam.

— Po prostu nie krzyczałam na każdym rogu, że mieszkanie jest moje.

— Ja i Andriej jesteśmy rodziną, nam wszystko jedno, na kogo jest zapisane.

— Ale pani uznała, że skoro kupił je pani syn, to pani tu rządzi.

— I pozwoliła sobie wyrzucać moich rodziców.

Teściowa wstała.

Drżały jej ręce.

— Andriej, pakuj się.

— Wyjeżdżamy.

Syn spojrzał na nią, potem na mnie.

— Mamo, to nie w porządku.

— Swieta ma rację.

— Zachowywałaś się strasznie wobec jej rodziców.

— Nie zasłużyli na takie traktowanie.

— Czyli jesteś po jej stronie?

— Jestem po stronie sprawiedliwości.

— Przeproś Tamarę Iwanownę i Piotra Siemionowicza.

— I Swietę.

Ałła Pietrowna chwyciła swoją torbę i płaszcz.

— Nigdy!

— Nie zostanę w domu, gdzie mnie poniżają!

— Gdzie nic nie znaczę!

Wyszła, trzaskając drzwiami.

Andriej usiadł obok mnie i objął mnie ramieniem.

— Przepraszam za nią.

— Ona po prostu przywykła wszystkim rządzić.

Podeszłam do rodziców.

Mama płakała, tata ją obejmował i głaskał po plecach.

— Mamusiu, tatusiu, wybaczcie.

— Nie chciałam, żeby wasza wizyta tak się zepsuła.

Tata wstał i mnie przytulił.

— Córeczko, nie przejmuj się.

— Najważniejsze, że stanęłaś w naszej obronie.

— Jesteśmy z ciebie dumni.

Pozostałe dni rodzice spędzili spokojnie.

Spacerowaliśmy, chodziliśmy do muzeów, razem przygotowywaliśmy kolacje.

Katia była szczęśliwa, że spędza czas z babcią i dziadkiem.

Bez teściowej w domu dało się oddychać lżej.

Ałła Pietrowna zadzwoniła tydzień później.

Poprosiła Andrieja, żeby do niej przyjechał.

Pojechał i wrócił zamyślony.

— Mama chce przeprosić twoich rodziców.

— Mówi, że poniosły ją emocje.

— A nas?

— Nas też.

Pomyślałam.

Rodzice wyjeżdżali jutro.

Nie chciałam, żeby ostatni wieczór zepsuła kolejna awantura.

— Niech przyjedzie.

— Ale jeśli znowu zacznie, poproszę ją, żeby wyszła.

— To jednak mój dom.

Ałła Pietrowna przyjechała z tortem i kwiatami.

Wyglądała na speszoną.

Usiadła naprzeciwko moich rodziców i złożyła ręce na kolanach.

— Tamaro Iwanowno, Piotrze Siemionowiczu, proszę mi wybaczyć.

— Zachowałam się okropnie.

— Przyjechaliście w gości, a ja zepsułam wam cały wypoczynek.

— Jest mi bardzo wstyd.

Mama spojrzała na nią, potem na mnie.

— No cóż, Ałło Pietrowno.

— Każdemu zdarza się być w błędzie.

— Ważne, żeby w porę to zrozumieć.

Teściowa zwróciła się do mnie.

— Swieta, wybacz mi.

— Nie wiedziałam, że mieszkanie jest twoje.

— Ale to nie usprawiedliwienie.

— Nawet gdyby było Andrieja, nie miałam prawa tak się zachowywać.

— To wasz dom, wy tu jesteście gospodarzami.

Skinęłam głową.

— Dobrze.

— Uznajmy, że tego nie było.

Wypiliśmy herbatę z tortem.

Rozmowa była napięta, ale bez otwartej wrogości.

Ałła Pietrowna wyszła wcześnie, mówiąc, że nie chce przeszkadzać w ostatni wieczór rodziców.

Odprowadzając mamę i tatę na dworzec, obiecałam przyjechać do nich latem z Katią.

Mama mocno mnie przytuliła.

— Córeczko, jesteś wspaniała.

— Nie dałaś się skrzywdzić.

— Bardzo cię kochamy.

Patrzyłam, jak odjeżdża pociąg, i myślałam o tym, co się wydarzyło.

Ałła Pietrowna przywykła uważać się za najważniejszą w rodzinie syna.

Myślała, że wszystko należy do niego, a więc i do niej.

Zapomniała, że synowa też może mieć pieniądze, własność i prawa.

Lekcja była twarda, ale konieczna.

Od tamtej pory teściowa stała się ostrożniejsza.

Już nie rozkazywała w naszym domu, nie mówiła, jak mamy żyć.

Relacje stopniowo się poprawiły.

A ja zrozumiałam ważną rzecz: milczenie nie zawsze jest złotem.

Czasem trzeba bronić siebie i swoich bliskich.

Nawet jeśli to trudne.