— Kochanie, to mieszkanie jest moje, jeszcze sprzed ślubu.

Więc wyprasuj sobie sznurówki — i do wyjścia.

— powiedziała żona twardo.

Dina była w sklepie, kiedy przyszła wiadomość od męża.

Krótka, zwyczajna: „Koleżanka wpadnie na pół godziny, omówimy sprawy służbowe”.

Dziwne, oczywiście.

Zwykle Władimir nie urządzał takich spotkań w domu, wolał załatwiać wszystko w biurze albo w kawiarni.

Ale Dina pomyślała — może rzeczywiście coś pilnego.

Dina wróciła z torbami zakupów dokładnie w chwili, gdy z przedpokoju dobiegały głosy.

Męski, znajomy — Władimir — i kobiecy, nieznajomy, dźwięczny.

Dina postawiła torby na podłodze i nadstawiła ucha.

Coś w intonacji tego kobiecego głosu kazało jej się zaniepokoić.

Za dużo było w nim intymnych nut jak na rozmowę o pracy.

— Dina, wejdź, poznajcie się, — zawołał Władimir, gdy usłyszał dźwięk kluczy.

W salonie na kanapie siedziała młoda kobieta, około dwudziestu pięciu lat, ciemnowłosa, w lekkiej letniej sukience.

Ładna, trzeba przyznać.

Władimir stał obok, trzymając w rękach dwie filiżanki kawy.

— To Elena, moja koleżanka z działu marketingu, — przedstawił mąż.

— A to moja żona, Dina.

Elena uśmiechnęła się, ale w jej oczach mignęło coś nieuchwytnego.

Zakłopotanie?

A może wyzwanie?

Dina nie potrafiła tego określić.

— Miło mi, — powiedziała Dina neutralnie.

— Władimir nie wspominał, że macie nowych pracowników.

— Elena pracuje z nami już pół roku, — odpowiedział szybko Władimir.

— Po prostu rzadko mówię w domu o pracy.

Pół roku.

Dina w myślach przeliczyła.

Pół roku temu Władimir zaczął zostawać dłużej w pracy, pojawiły się delegacje, których wcześniej nie było.

Pół roku temu mąż zaczął pachnieć innymi perfumami — nie swoimi, tylko jakimiś kwiatowymi, nieznanymi.

— Proszę, usiądźcie, — zaproponowała Dina, wskazując fotel naprzeciw kanapy.

Elena skinęła głową i usiadła w fotelu z taką swobodą, która zdradzała: nie była tu pierwszy raz.

Dina zauważyła to od razu.

Zwykle goście rozglądają się, wybierają miejsce, pytają o pozwolenie.

Elena zaś usiadła tak, jakby wiedziała, gdzie jest najwygodniej.

— Napijesz się kawy? — zapytał Władimir żonę.

— Dzięki, sama sobie zrobię, — odpowiedziała Dina i poszła do kuchni.

Z kuchni dobrze było słychać, o czym rozmawiają w salonie.

Dina włączyła ekspres i nasłuchiwała.

Władimir opowiadał coś o prezentacji, Elena odpowiadała.

Ale intonacje…

Zbyt miękkie, zbyt osobiste jak na służbową rozmowę.

— Pamiętasz, jak ostatnim razem omawialiśmy ten projekt? — powiedział Władimir.

— Oczywiście, że pamiętam, — odpowiedziała Elena, i w jej głosie zabrzmiało coś, co sprawiło, że Dina znieruchomiała z filiżanką w ręku.

To nie była rozmowa o pracy.

Przynajmniej nie tylko o pracy.

Dina wróciła do salonu z kawą.

Władimir siedział teraz na kanapie obok Eleny i pokazywał coś na tablecie.

Za blisko jak na kolegów.

Dina usiadła w drugim fotelu i zaczęła obserwować.

— Elena, proszę opowiedzieć trochę o sobie, — poprosiła Dina.

— Gdzie pani studiowała, skąd pani jest?

— Jestem stąd, — uśmiechnęła się Elena.

— Skończyłam ekonomię, potem trochę pracowałam w reklamie.

— A teraz jestem w marketingu.

— Ciekawe, — kiwnęła głową Dina.

— A ma pani rodzinę?

Elena na moment zamarła, potem pokręciła głową:

— Nie, na razie jestem wolna.

Władimir odwrócił wzrok.

Dina wychwyciła ten gest.

— Władimir, pokaż Elenie nasz taras, — zaproponowała Dina.

— Jest teraz tak pięknie, kwiaty rozkwitły.

— Tak, oczywiście, — zgodził się Władimir.

Wyszli na taras.

Dina została w salonie, ale nie zamknęła drzwi.

Wszystko było słychać.

— Jaki macie piękny taras, — powiedziała Elena.

— Dina bardzo lubi kwiaty, — odpowiedział Władimir.

— A ty?

— Co ja?

— Lubisz kwiaty?

Pauza.

Dina wytężyła słuch.

— Lubię wiele rzeczy, — powiedział cicho Władimir.

Dina wstała i podeszła do okna.

Władimir i Elena stali przy balustradzie tarasu, bardzo blisko siebie.

Elena coś szeptała, Władimir kiwał głową.

Potem Elena dotknęła ręki Władimira.

Nie przypadkiem, nie mimochodem.

Celowo, delikatnie.

Dina odeszła od okna.

Obraz stał się jasny.

Wrócili do salonu po kilku minutach.

Władimir wyglądał na spiętego, Elena — lekko zarumieniona.

— Muszę do toalety, — powiedziała Elena.

— Oczywiście, — kiwnęła Dina.

— Drugie drzwi w korytarzu.

Elena poszła do korytarza.

Dina odprowadziła ją wzrokiem i zauważyła: Elena poszła prosto do drugich drzwi, nie oglądając się, nie szukając.

Wiedziała, gdzie iść.

— Dobra pracownica, — zauważyła Dina, gdy zostali sami.

— Tak, ogarnięta, — zgodził się Władimir, nie patrząc jej w oczy.

— Znasz ją od dawna?

— Przecież mówiłem, pracuje pół roku.

— Ale mogliście się znać wcześniej.

Władimir w końcu spojrzał na żonę:

— Co masz na myśli?

— Nic szczególnego, — wzruszyła ramionami Dina.

— Po prostu jestem ciekawa.

Elena wróciła z toalety.

Dina zauważyła: ręcznik do rąk wisiał inaczej niż rano.

Czyli Elena go użyła.

Wiedziała, gdzie jest.

— Przepraszam, a gdzie mogę umyć ręce? — zapytała Elena.

Za późno.

Dina już wszystko zrozumiała.

— W łazience jest umywalka, — odpowiedziała Dina spokojnie.

— Ach tak, oczywiście, — speszyła się Elena.

Wrócili do salonu.

Władimir zaproponował jeszcze kawę, Elena się zgodziła.

Dina obserwowała, jak mąż robi kawę.

Bez cukru, ale z mlekiem.

Dokładnie tak, jak lubiła Elena — Władimir znał to na pamięć.

— Jak pani lubi kawę? — zapytała Dina Elenę.

— Bez cukru, z mlekiem, — odpowiedziała Elena.

— Władimir, a skąd ty to wiesz? — zainteresowała się Dina.

Władimir zamarł z dzbankiem w ręku.

— Co?

— Skąd wiesz, jak Elena lubi kawę?

Od razu zacząłeś robić właśnie taką.

— Ja… ona mówiła w pracy, — wymamrotał Władimir.

— Mówiła całemu działowi?

— Nie, po prostu… wspomniała w rozmowie.

Dina kiwnęła głową.

Wszystko wskoczyło na swoje miejsce.

— Elena, a pani często bywa w domach kolegów? — zapytała Dina.

— Rzadko, — odpowiedziała Elena, a głos jej zadrżał.

— Ale u nas bywa?

— To pierwszy raz.

— Dziwne, — przeciągnęła Dina.

— A ręcznik w łazience wie pani, gdzie wisi?

Elena zaczerwieniła się.

Władimir gwałtownie odstawił dzbanek na stół.

— Dina, o czym ty mówisz? — zapytał mąż.

— Mówię o tym, co widzę, — odpowiedziała Dina, czując, jak drżą jej ręce.

— Elena poszła do toalety, nie pytając o drogę.

Skorzystała z ręcznika, który wisi w łazience, a nie w toalecie.

Wie, jak lubi kawę.

Siada w fotelu, jakby była u siebie.

Zapadła cisza.

Elena patrzyła w podłogę, Władimir przenosił wzrok z żony na kochankę.

Dina poczuła, jak coś ściska ją w klatce piersiowej.

No proszę.

Siedem lat małżeństwa rozsypuje się właśnie teraz.

— Może to tylko intuicja, — spróbowała się usprawiedliwić Elena.

— Może, — zgodziła się Dina, starając się zachować spokój.

— A może doświadczenie.

Władimir odchrząknął:

— Dina, robisz z igły widły.

— Robię? — Dina wstała z fotela.

— To wyjaśnijmy sytuację.

Elena, proszę powiedzieć szczerze — to naprawdę pierwszy raz, kiedy jest pani w naszym domu?

Elena podniosła wzrok.

Widać w nim było rozpacz.

— Ja… — zaczęła Elena i urwała.

— Nie musi pani odpowiadać, — powiedziała Dina.

— I tak wszystko rozumiem.

Dina podeszła do okna, spojrzała na ulicę.

Lato, słońce, ludzie idą chodnikiem, żyją swoim życiem.

A tutaj, w mieszkaniu, rozpada się kolejna rodzina.

Dina zacisnęła pięści, próbując opanować narastającą wściekłość.

— Władimir, — zawołała Dina, nie odwracając się.

— Tak?

— Jak długo to trwa?

— Co?

— Nie udawaj głupiego.

Jak długo trwa wasz romans?

Władimir ciężko westchnął.

Elena zaszlochała.

Dina odwróciła się — twarz męża była blada, winna.

— Dina, to nie jest to, co myślisz, — powiedział Władimir.

— A co to jest?

— To… trudno wyjaśnić.

— Spróbuj, — Dina skrzyżowała ręce na piersi, czując, jak narasta złość.

— Nie planowaliśmy tego, — zaczął Władimir.

— Po prostu tak wyszło.

Elena przyszła do pracy, zaczęliśmy rozmawiać…

— Rozmawiać, — powtórzyła Dina.

— I jak długo „rozmawiacie”?

— Cztery miesiące, — powiedziała cicho Elena.

— Cztery miesiące, — Dina poczuła, jak drży jej głos.

— I przez te cztery miesiące ty, Władimirze, ani razu nie pomyślałeś, żeby powiedzieć mi prawdę?

— Nie wiedziałem, jak powiedzieć.

— Nie wiedziałeś, — Dina zaśmiała się gorzko.

— A przyprowadzić ją do domu pod pozorem koleżanki — to wiedziałeś jak?

— Chciałem, żebyś poznała Elenę, — wymamrotał Władimir.

— Zrozumiałem, że to dobry człowiek.

— Dobry człowiek, — powtórzyła Dina, czując, jak wzbiera fala gniewu.

— Który sypia z cudzym mężem.

— Dina, nie mów tak, — poprosiła Elena.

— Nie mówić jak? — Dina odwróciła się do Eleny.

— Nie nazywać rzeczy po imieniu?

Czy nie psuć wam nastroju?

Elena wstała z fotela:

— Ja pójdę.

— Tak, — zgodziła się Dina, z trudem powstrzymując drżenie głosu.

— Pójdziesz.

I już tu nie wrócisz.

— Dina, nie rób sceny, — poprosił Władimir.

— Sceny? — Dina poczuła, jak wszystko w niej się gotuje.

— A co, twoim zdaniem, powinnam zrobić?

Herbatkę dla twojej kochanki?

— Ona nie jest kochanką, — zaprotestował Władimir.

— A kim jest?

Przyjaciółką?

Koleżanką?

A może daleką krewną?

— Kochamy się, — powiedziała cicho Elena.

Dina zamarła.

Te słowa zabrzmiały jak policzek.

Kochają się.

Czyli to nie jest tylko przelotna przygoda, nie przypadek.

— Kochacie się, — powtórzyła Dina powoli.

— Jasne.

Dina podeszła do komody i wyjęła dokumenty.

Akt małżeństwa, dokumenty mieszkania.

Położyła je na stole, starając się nie dopuścić do drżenia rąk.

— No dobrze, gołąbeczki, — powiedziała Dina, dziwiąc się własnemu spokojowi.

— To mieszkanie jest moje.

Kupione przed ślubem, za moje pieniądze.

Więc, Władimirze, pakuj rzeczy.

A ty, Eleno, możesz zabrać swojego ukochanego już teraz.

Władimir pobladł:

— Dina, co ty wyprawiasz?

— Robię porządek w swoim domu, — odpowiedziała Dina.

— Kochanie, to mieszkanie jest moje, jeszcze sprzed ślubu.

Więc wyprasuj sznurówki — i do wyjścia.

Elena chwyciła torebkę:

— Ja naprawdę pójdę.

— Właśnie, — kiwnęła Dina.

— I zabierz ze sobą tego.

Dina skinęła w stronę męża.

— Dina, przestań, — poprosił Władimir.

— Porozmawiajmy normalnie.

— Normalnie? — Dina uniosła brwi.

— Normalnie to było przyprowadzić kochankę do domu i przedstawić ją jako koleżankę?

Czy normalnie to było przez cztery miesiące kłamać mi w oczy?

— Nie kłamałem.

— Nie kłamałeś?

A delegacje?

A nadgodziny?

A nowe perfumy, którymi od ciebie pachnie?

Władimir opuścił głowę.

Elena stała przy drzwiach, nie wiedząc, czy wyjść, czy zostać.

— Elena, — zawołała Dina.

— Proszę już iść.

Spektakl skończony.

— Władimir, — zawołała Elena męża.

— Idziesz?

Władimir podniósł głowę, spojrzał na żonę, potem na Elenę.

— Dina, może jednak to omówimy? — poprosił mąż.

— Nie ma czego omawiać, — odpowiedziała Dina.

— Decyzja została podjęta.

— Jaka decyzja?

— Składam pozew o rozwód.

— Dina, poczekaj, — Władimir próbował ująć żonę za rękę, ale Dina się odsunęła.

— Nie podejmuj pochopnych decyzji.

— Usiądźmy i wszystko przemyślmy.

— Przemyślmy? — Dina z trudem powstrzymywała łzy.

— Przez cztery miesiące „przemyśliwałeś”, jak mnie zdradzać.

— Teraz moja kolej, żeby to przemyśleć.

— Ale rozwód… to poważna sprawa, — wymamrotał Władimir.

— Zdrada też jest poważna, — odpowiedziała Dina.

— Elena, nadal tu jesteś?

— Czy czekasz, aż cię odprowadzę?

Elena spojrzała na Władimira, potem na Dinę.

— Władimir, ja naprawdę już pójdę, — powiedziała Elena cicho.

— Nie, zostań, — poprosił Władimir.

— Dina, ona nie jest niczemu winna.

— Nie jest winna? — Dina poczuła, jak w środku wszystko jej się przewraca.

— Ciekawe stanowisko.

— A kto w takim razie jest winny?

— Ja jestem winny, — przyznał Władimir.

— Tylko ja jestem winny wszystkiemu.

— No i świetnie, — kiwnęła głową Dina.

— Skoro jesteś winny, to będziesz płacił.

Dina wyjęła z komody kolejną teczkę z dokumentami.

— Oto umowa kupna-sprzedaży mieszkania, — powiedziała Dina, machając papierami.

— Data — rok przed naszym ślubem.

— Kupująca — ja.

— Sprzedawca — deweloper.

— Wszystko czyste i zgodne z prawem.

Władimir uważnie przyjrzał się dokumentom.

— Dina, rozumiem, że mieszkanie jest twoje, — powiedział Władimir.

— Ale możemy się dogadać.

— Przez siedem lat małżeństwa sporo się nazbierało.

— Samochód, działka, lokaty…

— Dogadać? — Dina zrozumiała, że mąż zamierza się targować.

— W jakiej sprawie?

— Daj mi czas wszystko przemyśleć, — poprosił Władimir.

— Zerwę z Eleną, spróbujemy zacząć od nowa.

— Zerwiesz? — Dina spojrzała na Elenę.

— A zapomniałeś ją o to zapytać?

— Przecież się kochacie.

Elena stała przy drzwiach, nie wiedząc, co powiedzieć.

— Nie chcę niszczyć cudzej rodziny, — wyszeptała Elena.

— Ta rodzina już jest zniszczona, — odpowiedziała Dina.

— Cztery miesiące temu.

— Dino, proszę cię, — Władimir usiadł na kanapie i schował twarz w dłoniach.

— Ja wszystko rozumiem.

— Zrobiłem źle.

— Ale daj mi szansę to naprawić.

— Szansę? — Dina usiadła naprzeciwko męża.

— A ile szans dałeś naszemu małżeństwu, kiedy poznawałeś Elenę?

— Kiedy zacząłeś się z nią spotykać?

— Kiedy pierwszy raz ją tu przyprowadziłeś?

— Pierwszy raz? — powtórzył Władimir.

— To nie był pierwszy raz, — powiedziała Dina.

— Elena zbyt dobrze zna dom.

— Ręczniki, układ pokoi, gdzie co leży.

— Ile razy się tu spotykaliście?

Władimir milczał.

Elena odwróciła się do okna.

— Nieważne, — powiedziała Dina, czując narastające zmęczenie.

— Najważniejsze, że teraz tego już nie będzie.

Dina wstała, podeszła do szafy i wyjęła dużą torbę podróżną.

— Proszę, — powiedziała Dina, podając torbę mężowi.

— Pakuj się.

— Masz czas do jutra rano.

— Do jutra? — Władimir podniósł głowę.

— Dino, bądź rozsądna.

— Musimy spokojnie to omówić.

— Podział majątku, dokumenty…

— Będziemy rozmawiać przez prawników, — odpowiedziała Dina.

— Jutro rano idę złożyć pozew o rozwód.

— A dokąd ja pójdę? — zapytał Władimir.

— To już nie mój problem, — odpowiedziała Dina.

— Możesz do rodziców, możesz do Eleny.

— Możesz do hotelu.

— Dino, bądź człowiekiem, — poprosił Władimir.

— Siedem lat razem.

— To nic nie znaczy?

— Siedem lat, — powtórzyła Dina.

— Z czego cztery miesiące żyłeś podwójnym życiem.

— I nie wiadomo, ile by to jeszcze trwało, gdybym się nie dowiedziała.

Władimir wziął torbę i podniósł się z kanapy.

— Dobrze, — powiedział Władimir.

— Rozumiem.

— Ale daj mi chociaż czas znaleźć prawnika, ogarnąć dokumenty.

— Działka jest na nas dwoje, samochód też, lokaty…

— Sąd to rozstrzygnie, — ucięła Dina.

— Co ci się należy z prawa — dostaniesz.

— Dino, — wtrąciła Elena.

— Może nie warto tak radykalnie?

— Ty jeszcze tu jesteś? — zdziwiła się Dina.

— Myślałam, że już wyszłaś.

— Ja… — Elena zawahała się.

— Nie wiem, co mam robić.

— Wiesz, — powiedziała Dina.

— Idź do domu.

— Pomyśl o tym, co zrobiłaś.

— A jutro zdecyduj, czy jesteś gotowa żyć z człowiekiem, który potrafi na taką zdradę.

Elena kiwnęła głową i wzięła torebkę.

— Władimir, zadzwonię do ciebie jutro, — powiedziała Elena i wyszła.

Zostali z mężem sami.

Władimir stał z torbą w rękach, nie wiedząc, od czego zacząć.

— Idź pakować rzeczy, — powiedziała Dina.

— Tylko swoje osobiste.

— Sprzętu, który kupiliśmy razem, nie ruszaj.

— O to też będziemy się spierać w sądzie.

— Dino, — zawołał Władimir, ruszając w stronę sypialni.

— Co?

— Chcę, żebyś wiedziała.

— Nie chciałem, żeby tak wyszło.

— Nie chciałeś, a wyszło, — odpowiedziała Dina.

— Bywa.

— Wybaczysz mi kiedyś? — zapytał Władimir.

— Nie wiem, — odpowiedziała Dina szczerze.

— Może za lata.

— A może nie.

— Będę próbował cię odzyskać, — powiedział Władimir.

— Nie trać czasu, — poradziła Dina.

— Zajmij się lepiej swoją nową życiem.

Władimir poszedł pakować rzeczy.

Dina została w salonie, wzięła telefon.

Wybrała numer swojej przyjaciółki Swietłany.

— Swieta, tu Dina, — powiedziała do słuchawki, starając się, by głos jej nie drżał.

— Możesz rozmawiać?

— Oczywiście, — odpowiedziała przyjaciółka.

— Co się stało?

— Dziwnie mówisz.

— Władimir mnie zdradza, — powiedziała Dina i poczuła, jak napływają łzy.

— Wyrzucam go z domu.

— Co?! — krzyknęła Swietłana.

— Jesteś pewna?

— Absolutnie, — odpowiedziała Dina.

— Dziś przyprowadził kochankę do domu, udając, że to koleżanka z pracy.

— Myślał, że nie zrozumiem.

— Co za bezczelność, — oburzyła się Swietłana.

— I co teraz?

— Jutro składam pozew o rozwód, — powiedziała Dina.

— Dobrze, że mieszkanie jest moje.

— Słusznie, — poparła ją przyjaciółka.

— Ale rozwód trwa długo.

— Będzie przez sąd, podział majątku.

— Potrzebujesz pomocy z prawnikiem?

— Dziękuję, — odpowiedziała Dina.

— Jutro sama znajdę.

— Po prostu chciałam ci powiedzieć.

— Trzymaj się, — powiedziała Swietłana.

— Jak coś, dzwoń o każdej porze.

Dina odłożyła słuchawkę.

Z sypialni dobiegały odgłosy — Władimir pakował rzeczy.

Po godzinie Władimir wrócił do salonu z wypchaną torbą.

— Spakowałem tylko to, co najpotrzebniejsze, — powiedział Władimir.

— Resztę zabiorę później.

— Uprzedzaj wcześniej, — kiwnęła Dina.

— Klucze zostaw na stole.

Władimir wyjął klucze z kieszeni i położył na stole.

— Dino, — powiedział Władimir.

— Chcę, żebyś wiedziała.

— Nie chciałem, żeby tak wyszło.

— Już mówiłeś, — odpowiedziała Dina.

— Wybaczysz mi kiedyś? — zapytał Władimir.

— Nie wiem, — odpowiedziała Dina szczerze.

— Teraz nawet nie wiem, co czuję.

— Dziękuję za te siedem lat, — powiedział Władimir.

— Dziękuję za lekcję, — odpowiedziała Dina.

Władimir wyszedł.

Dina usłyszała, jak trzasnęły drzwi i jak ucichły kroki na schodach.

Cisza.

Dina usiadła na kanapie i wreszcie pozwoliła sobie zapłakać.

Rano Dina obudziła się na kanapie, tak i nie docierając do łóżka.

Głowa ją bolała, oczy były spuchnięte od łez.

Ale decyzja się nie zmieniła.

Dina wzięła telefon i wybrała numer poradni prawnej.

— Dzień dobry, — powiedziała Dina sekretarce.

— Chcę umówić się na konsultację w sprawie rozwodu.

— Kiedy pani pasuje? — zapytała sekretarka.

— Dzisiaj, — odpowiedziała Dina.

— Jak najszybciej.

— Za dwie godziny będzie pasować?

— Świetnie, — zgodziła się Dina.

Po umówieniu się do prawnika Dina wzięła prysznic i doprowadziła się do porządku.

Wzięła dokumenty na mieszkanie, akt małżeństwa, zaświadczenia o dochodach.

Wszystko, co mogło się przydać.

U prawnika Dina spędziła półtorej godziny.

Okazało się, że rozwód nie będzie tak prosty, jak się wydawało.

Majątek wspólny trzeba będzie podzielić — samochód, działkę, lokaty.

Władimir ma do tego prawo, mimo zdrady.

— Zdrada nie wpływa na podział majątku, — wyjaśnił prawnik.

— Może pani złożyć pozew o rozwód z powodu „nie do pogodzenia różnic”.

— Jeśli mąż nie będzie się sprzeciwiał, procedura potrwa miesiąc przez urząd stanu cywilnego (ZAGS).

— Jeśli będzie się spierał albo żądał podziału majątku — przez sąd, to co najmniej trzy–cztery miesiące.

— A mieszkanie? — zapytała Dina.

— Mieszkanie jest w całości pani, — potwierdził prawnik.

— Kupione przed ślubem, dokumenty są w porządku.

— Mąż nie ma do niego praw.

— Dobrze, — kiwnęła Dina.

— Zaczynamy procedurę.

Wieczorem Dina zadzwoniła do ślusarza.

— Muszę wymienić zamki, — powiedziała Dina.

— Dzisiaj da się?

— Oczywiście, — odpowiedział ślusarz.

— Będę za godzinę.

Dina odłożyła słuchawkę.

Nowe zamki, nowe życie.

Czas zacząć od nowa.

Po miesiącu Władimir podpisał zgodę na rozwód.

Najwyraźniej zrozumiał, że nie ma szans na pojednanie.

Ale kwestia majątku okazała się trudniejsza.

— Dino, potrzebuję połowy wartości działki, — powiedział Władimir przez telefon.

— I samochodu.

— Kupowaliśmy je razem.

— Wiem, — odpowiedziała Dina.

— Prawnik wszystko wyjaśnił.

— Podzielimy przez sąd.

— Może dogadajmy się po ludzku? — poprosił Władimir.

— Cztery miesiące temu odebrałeś nam możliwość dogadywania się po ludzku, — odpowiedziała Dina.

Spory sądowe ciągnęły się pół roku.

Władimir domagał się połowy wszystkiego, co zostało nabyte w czasie małżeństwa.

Dina nie dyskutowała — prawo było po stronie męża.

Działkę trzeba było sprzedać, pieniądze podzielić po równo.

Samochód też sprzedali, każdy dostał swoją część.

Lokaty podzielili sprawiedliwie.

— Czyli co, wychodzi na to, że zdrada nic nie znaczy? — zapytała Dina prawnika po ostatniej rozprawie.

— Niestety, przy podziale majątku zdrady się nie uwzględnia, — prawnik rozłożył ręce.

— Ale zachowała pani to, co najważniejsze — mieszkanie.

— To nie jest mało.

Dina kiwnęła głową.

Tak, mieszkanie zostało.

Dom, który kupiła własnymi rękami, za własne pieniądze.

Nikt nie mógł jej tego odebrać.

Władimir i Elena pobrali się trzy miesiące po rozwodzie.

Dina dowiedziała się o tym od wspólnych znajomych.

Poczuła ukłucie — nieprzyjemne, ale nie śmiertelne.

— Szybko poszło, — zauważyła przyjaciółka Swietłana.

— Nawet rok nie minął.

— Za to uczciwie, — odpowiedziała Dina.

— Już się nie ukrywają.

— Nie żałujesz? — zapytała Swietłana.

— Czego mam żałować? — Dina wzruszyła ramionami.

— Tego, że poznałam prawdę?

— Nie.

— Tego, że zmarnowałam siedem lat na człowieka zdolnego do zdrady?

— Czasem żałuję.

— Ale to już przeszłość.

— A za mąż znowu nie zamierzasz?

— Nie spieszę się, — odpowiedziała Dina szczerze.

— Chcę najpierw zrozumieć, czego chcę od życia.

— Przyzwyczaić się do samotności.

I rzeczywiście, życie się ułożyło.

Dina zrobiła remont w mieszkaniu, przestawiła meble, zmieniła wystrój.

Starła wszystkie ślady wspólnego życia z Władimirem.

Zapisała się na kurs języka obcego, zaczęła podróżować.

Zrozumiała, że wolność nie jest taka zła.

Rok później Dina spotkała Władimira i Elenę w centrum handlowym.

Spacerowali z wózkiem — najwyraźniej urodziło im się dziecko.

Władimir postarzał się, pojawiły się zmarszczki.

Elena wyglądała na zmęczoną, macierzyństwo przychodziło jej z trudem.

— Cześć, — powiedział Władimir, zauważając byłą żonę.

— Cześć, — odpowiedziała Dina.

— Gratuluję malucha.

— Dziękuję, — kiwnęła Elena.

— Mamy synka.

— Co słychać? — zapytał Władimir.

— Dobrze, — odpowiedziała Dina.

— Żyję, pracuję, cieszę się życiem.

— Nie wyszłaś za mąż? — zainteresował się Władimir.

— Jeszcze nie, — Dina się uśmiechnęła.

— Nie spieszę się.

Postali jeszcze chwilę, porozmawiali o pogodzie, pracy.

Zwykła rozmowa byłych małżonków.

Bez agresji, bez pretensji.

Przeszłość została w przeszłości.

— Chodźmy, — powiedziała Elena do męża.

— Maluch zgłodniał.

— Tak, oczywiście, — zgodził się Władimir.

— Dino, powodzenia we wszystkim.

— Wzajemnie, — odpowiedziała Dina.

Rozeszli się.

Dina odprowadziła ich wzrokiem.

Rodzina.

Dziecko.

Codzienność.

Odpowiedzialność.

Może Władimir jest szczęśliwy.

Może nie.

Ale to już nie jej sprawa.

Dina wróciła do domu.

Do swojego domu, którego nikt nie mógł jej odebrać.

Zaparzyła herbatę i usiadła przy oknie.

Za oknem świeciło słońce, życie toczyło się dalej.

Czasem Dina opowiadała młodszym koleżankom swoją historię.

Zawsze kończyła jedną radą:

— Dziewczyny, kupujcie nieruchomości na swoje nazwisko.

— Przed ślubem czy w trakcie — nieważne.

— Najważniejsze, żeby dokumenty były na wasze nazwisko.

— Nigdy nie wiadomo, co się w życiu wydarzy.

— Własne mieszkanie to nie tylko dach nad głową, ale i pewność jutra.

— Kiedy masz swój dom, trudniej cię skrzywdzić, trudniej postawić w zależności.

I to prawda.

Mieszkanie kupione przed ślubem było dla Diny ratunkiem.

Nie tylko dachem nad głową, ale też możliwością zachowania godności, bez upokorzeń, bez błagania o litość.

Mogła sobie pozwolić na zasadniczość, bo wiedziała, że w każdym razie nie zostanie na ulicy.

Władimir natomiast, tracąc dom, znalazł się w trudnej sytuacji.

Musiał wynajmować mieszkanie, potem zamieszkać z Eleną.

Zaczynać nowe życie od zera, w wieku trzydziestu pięciu lat.

Sprawiedliwe?

Dina uważała, że tak.

Każdy dostał to, na co zasłużył.

Zdrada ma swoją cenę.

I dobrze, kiedy zdrajca tę cenę płaci.