— Wybacz, Galio, ale po mojej śmierci będziesz musiała opuścić to mieszkanie — powiedział żonie Anatolij — zostawię je synowi.
Wydałem już wszystkie potrzebne polecenia. Mam nadzieję, że się za to na mnie nie gniewasz? Masz przecież swoje dzieci, one się tobą zajmą.

Życie mocno doświadczyło Galinę. Wychowała się w domu dziecka, rodziców nie znała.
Wyszła wcześnie za mąż z wielkiej miłości, ale szczęścia z mężem nie zaznała.
Trzydzieści pięć lat temu, będąc jeszcze młodą kobietą i matką dwojga małych dzieci, została wdową — jej mąż Nikołaj tragicznie zginął.
Przez pięć lat Galia mieszkała sama, dużo pracowała, by córce i synowi niczego nie brakowało, a potem poznała Anatolija.
Dobrze, że miała własne mieszkanie — odziedziczyła je po mężu.
Wybranek Galiny był od niej starszy o trzynaście lat, miał własne trzypokojowe mieszkanie i dobrze zarabiał.
Szybko się zeszli, Galina od razu przyjęła propozycję Anatolija, by zamieszkać razem.
Z dziećmi ukochanej kobiety mężczyzna od razu znalazł wspólny język.
Starsza córka Gali, Wasilisa, początkowo podchodziła do ojczyma z rezerwą, ale Anatolij potrafił zdobyć jej zaufanie.
Młodszy syn Galiny, Bor’ka, praktycznie od razu zaczął nazywać go ojcem.
Anatolij wychował cudze dzieci jak własne, nigdy ich nie skrzywdził, nie żałował na nie pieniędzy, sił ani czasu.
I Alona, i Borys byli wdzięczni ojczymowi za szczęśliwe dzieciństwo.
Zarówno Borys, jak i Wasilisa od dawna mieszkali osobno. Wasia szybko wyszła za mąż i wyfrunęła z rodzinnego gniazda.
Boria, marzący o karierze wojskowej, także od wielu lat nie mieszkał z rodzicami.
Dziesięć lat temu Galina poprosiła dzieci o przyjazd. Chciała omówić z nimi bardzo ważną sprawę.
— Chcę sprzedać nasze dwupokojowe mieszkanie — oznajmiła kobieta — u nas trzeba zrobić generalny remont.
Meble już dawno należałoby wymienić, rury w łazience także. W tamtej dwójce i tak od dawna nikt nie mieszka, stoi bezużytecznie.
Chciałam zapytać was o zgodę. Sprzedajmy to mieszkanie i podzielmy pieniądze?
Wasilisa wzruszyła ramionami: — Nie mam nic przeciwko. Na to mieszkanie nie roszczę sobie praw, ale pieniędzy, szczerze mówiąc, mamo, nie odmówię.
Sama rozumiesz, trzeba leczyć syna. Nie tracimy nadziei, że postawimy go na nogi.
Starsze dziecko Wasilisy urodziło się chore.
Chłopiec cierpiał na wrodzoną chorobę atakującą układ ruchu, więc rzeczywiście potrzebowała pieniędzy.
Stałe rehabilitacje, wyjazdy do stolicy i leczenie w różnych prywatnych ośrodkach wymagały ogromnych nakładów. Borys poparł siostrę:
— Ja też nie mam nic przeciwko. Moja część, mamo, niech idzie dla Wasi. Niech zabierze Griszę do Moskwy.
Kredyt spłacam powoli, swoje mieszkanie mam. Zdrowie siostrzeńca jest dla mnie ważniejsze.
Dwupokojowe mieszkanie Galina sprzedała, połowę uzyskanej sumy oddała Wasilisie, a za resztę zrobiła remont w mieszkaniu swojego męża.
Wymieniła wszystko — od instalacji elektrycznej po hydraulikę. Meble i sprzęt AGD kupowała z własnych pieniędzy.
Galina nie wiedziała wtedy, że inwestuje na próżno w cudze mieszkanie. Nie mogła nawet pomyśleć, że po trzydziestu latach wspólnego życia mąż postąpi wobec niej podle.
Problemy zdrowotne Anatolija nasiliły się cztery lata temu.
Mężczyzna zaczął ciągle skarżyć się na silne bóle kolan — czasem rano nie mógł sam wstać z łóżka. Galina nalegała:
— Tolja, czemu zachowujesz się jak dziecko? Idź do lekarza, zrób badania, przepiszą ci leczenie i poczujesz ulgę!
Jeśli chcesz, pójdę z tobą. Tolja, przestań kaprysić! Kto się zatroszczy o twoje zdrowie, jeśli nie ty sam?
Anatolij jęczał: — Galia, ja doskonale wiem, jak to się skończy! Przepiszą mnóstwo drogich leków, które nie pomogą!
Problemy z kolanami mam od młodości — okresowo bolały. Wcześniej bolały po ciężkiej pracy, ale nie aż tak. A teraz nie mogę nogą ruszyć.
Wasia zawsze dobrze odnosiła się do ojczyma, podobnie jak Boria, nazywała go ojcem, więc nie mogła pozostać obojętna.
Razem z matką namówiła ojczyma na wizytę u lekarza.
Na wizytę z mężem poszła też Galina. Lekarz zbadał pacjenta i pokręcił głową:
— Sprawa jest poważna, stawy trzeba pilnie leczyć. Jak długo dokuczają panu bóle?
— Dość długo — przyznał Anatolij — dwadzieścia pięć lat na pewno!
Kiedyś nogi bolały po ciężkiej pracy, a teraz bolą nawet na zmianę pogody.
— Ma pan znaczną nadwagę, trzeba ją zrzucić, wtedy obciążenie stawów zmniejszy się.
Rozumie pan zagrożenie? Musi pan przejść na dietę, im szybciej, tym lepiej!
Galina poważnie zajęła się zdrowiem męża.
Po konsultacji ze specjalistą ułożyła mężowi dietetyczne menu.
Gotowała wyłącznie zdrowe, niskokaloryczne potrawy z warzyw i kasz, przestała kupować czekoladki, zastąpiła je suszonymi owocami.
Anatolij stanowczo odmawiał stosowania się do zaleceń lekarzy.
— Nagadał ci głupot — denerwował się — nie będę siedział na diecie! Jeszcze tego brakowało!
Od tej trawy umrę z głodu za miesiąc, Galio! Nie będę tego jadł, a wagę mam normalną.
Nie mam żadnych zbędnych kilogramów! A nogi bolą od starości, zaraz będę miał siedemdziesiątkę, więc nic dziwnego. Zabierz to!
Nalej mi lepiej herbaty. I kup wreszcie cukierki! Ile mam się dusić tą suszoną morelą?
Galina była konsekwentna. Prośbami, groźbami i nawet szantażem osiągnęła efekt — Anatolij zgodził się na leczenie i jednoczesne odchudzanie.
Leki, które przepisał mu lekarz, niewiele pomagały — ból przechodził na krótko, po czym wracał.
Anatolij z trudem poruszał się po mieszkaniu, Galina prowadziła go za rękę do łazienki i toalety.
Oprócz problemów ze stawami zaczęło dokuczać serce, pojawiły się kłopoty z ciśnieniem. Anatolij szybko słabł, a Wasia i Boria, zaniepokojeni stanem zdrowia ojczyma, starali się spędzać z nim jak najwięcej czasu.
Przez kilka lat Anatolij walczył o życie. Leczenie było nierówne — po poprawie następowały zaostrzenia.
Galina zawsze była przy mężu, ani razu nie pomyślała, by go opuścić. Pół roku temu, podczas kolejnego pogorszenia, Anatolija hospitalizowano.
Galina dniami i nocami czuwała w szpitalu. Pewnego dnia szykowała się, by odwiedzić męża, układała świeże jedzenie do pojemników, gdy nagle ktoś zadzwonił do drzwi.
Otworzyła i zobaczyła na klatce nieznajomego młodego mężczyznę. W jego wyglądzie coś wydało jej się znajome:
— Dzień dobry! Czy mogę zobaczyć Anatolija Iwanowicza?
— Dzień dobry — odpowiedziała Galina, wycierając ręce o fartuch — nie ma go teraz w domu. A pan kim jest?
— Nazywam się Siergiej. Jestem synem Anatolija Iwanowicza.
Galina była w szoku: więc do kogo on był tak podobny! Do jej męża z młodości! Siergiej, zauważywszy jej zmieszanie, zapytał:
— Czy może mi pani powiedzieć, kiedy będzie w domu? Chciałbym porozmawiać z ojcem. Bardzo dawno się nie widzieliśmy, więc postanowiłem…
— No co my stoimy w drzwiach — zakrzątnęła się Galina — wchodźcie, Sergiusz. Zaraz wszystko wam wyjaśnię.
Sergiusz wysłuchał żony ojca i smutno zauważył:
— Tata zawsze taki był… Kapryśny, jak to trafnie pani ujęła.
Bardzo przykro uświadomić sobie, że czas ma ogromną władzę nad człowiekiem.
Pamiętam ojca młodym, zdrowym i pełnym sił. Mogę pojechać z panią? Nie mogę się doczekać, kiedy go zobaczę!
— Oczywiście — uśmiechnęła się Galina — myślę, że Tolik też się ucieszy ze spotkania!
Galina nie wiedziała o istnieniu Sergiusza. Mąż nigdy jej nie mówił, że przed nią był żonaty.
O dziecku nie było mowy, wręcz przeciwnie, Anatolij zawsze narzekał, że nigdy nie został ojcem — Galina, mimo starań, nie zdołała urodzić trzeciego dziecka.
Anatolij nie od razu uznał syna. Sergiusz krótko przebywał w sali — powołując się na sprawy, świeżo odnaleziony syn pożegnał się i wyjechał.
Wtedy Anatolij opowiedział żonie kilka szczegółów z dawnego życia.
— Z matką Sierioży żyliśmy tylko cztery lata. Odszedłem, kiedy syn skończył trzy lata.
Bardzo kochałem Maszę, nie mogłem żyć bez niej, a ona mnie zdradziła z moim dalekim krewnym! Przyłapałem ich osobiście na tym haniebnym czynie.
Później wyszła za mojego kuzyna, odmówiła mojej pomocy, powiedziała, żebym zapomniał o tym, że mam syna.
Szukając spotkania z Sieriożą, czekałem na niego pod szkołą, pod domem. Mój braciszek, nowy mąż Maszy, nawet kilka razy rzucał się na mnie z pięściami.
Dwa lata za nimi biegałem, a potem się zmęczyłem… Uznałem, że życie samo nas wszystkich osądzi. I tak się stało.
Minęło prawie trzydzieści lat, Sierioża sam mnie odnalazł. Wiesz, Galino, ja już nie wiem, jak mam się do niego odnosić!
Z jednej strony to mój rodzony syn, a z drugiej — całkiem obcy mi człowiek.
Przecież ja go nie znam, ja go nie wychowywałem! Nie rozumiem, jak mam się przy nim zachowywać.
— Tolik, to twoja krew — powiedziała Galina — nie wolno odwracać się od dzieci.
Przecież to nie jego wina, że twoja żona postąpiła wobec was tak nieuczciwie.
Spróbuj wpuścić go do swojego serca, żebyś później nie żałował. Nie odrzucaj go, pomóż mu się do siebie przyzwyczaić!
Anatolij posłuchał rady żony i zaczął utrzymywać kontakt z synem.
Sergiusz często odwiedzał ojca, zdążył się nawet zapoznać z Wasilisą i Borysem. Dzieci Galiny odniosły się do syna ojczyma życzliwie.
Galina cieszyła się z ponownego połączenia męża z synem. Sergiusz niemal co tydzień odwiedzał ojca, mężczyźni długo rozmawiali w pokoju.
Sergiusz zawsze przymykał drzwi sypialni. Galina nigdy nie próbowała dowiedzieć się, o czym rozmawiają, nie miała zwyczaju podsłuchiwać i podglądać.
Anatolij i Galina mieli oszczędności. Poduszka finansowa odkładana była przez kilka lat, głównie to Galina ją zasilała.
Pieniądze pozostałe po sprzedaży dwupokojowego mieszkania wpłaciła na konto w banku i co miesiąc dodawała tam niewielkie sumy.
Na emeryturę jeszcze nie przeszła, pracowała jako księgowa, zdalnie obsługiwała kilka firm jednocześnie.
Galina miała dostęp do konta, ale nie miała zwyczaju codziennie sprawdzać stanu oszczędności.
Zaniepokoił ją SMS z banku, który zobaczyła zupełnie przypadkiem.
— Nie wypłacałam żadnych pieniędzy — przemknęło jej przez myśl — Tolik nigdzie nie wychodził. Kto wypłacił sto pięćdziesiąt tysięcy? Gdzie jest karta?!
Galina wybiegła do męża:
— Tolik, gdzie jest karta bankowa, na której trzymamy nasze pieniądze? Przedwczoraj ktoś wypłacił z naszego konta sto pięćdziesiąt tysięcy!
Przegapiłam SMS, nie wiem, jak to się stało. Trzeba dzwonić na policję, chyba nas okradli!
Anatolij zareagował na słowa żony zupełnie spokojnie:
— Galino, nikt nas nie okradł. Kartę dałem Sierioży. Potrzebne mu były pieniądze, więc pomogłem synowi.
Galina usiadła na skraju łóżka:
— Tolik, a dlaczego nic mi nie powiedziałeś? Dlaczego się nie poradziłeś? Dlaczego dowiaduję się o tym ostatnia?
Co to za wielkie problemy ma twój syn, skoro potrzebuje tak dużej sumy?
— Galina, to nie twoja sprawa — odburknął Anatolij — syn poprosił mnie o pomoc, pomogłem mu.
W czym problem? Co ci nie pasuje?
Ostatnio Anatolij często pozwalał sobie na grubiaństwo, Galina starała się nie reagować na takie ataki.
Głęboko odetchnęła i spokojnie zapytała:
— A gdzie jest karta?
— U Sierioży — wyjaśnił Anatolij — przecież powiedziałem ci, że mu ją dałem! Po co zadajesz głupie pytania? Nie słuchasz mnie czy co?
— Tolik, zadzwoń do swojego syna i poproś go, żeby natychmiast oddał kartę! To nasze pieniądze na czarną godzinę, nie chcę, żeby ktoś poza nami miał dostęp do konta!
— On jest moim synem! — ryknął Anatolij — bliskim człowiekiem! O co ty go oskarżasz? Pozwoliłem mu korzystać z karty, nic nie będzie oddawał!
Galina, zawsze spokojna i rozsądna, zirytowała się:
— Dlaczego, Tolik, twój syn ma korzystać z moich pieniędzy?
Wybacz, ale czy ty choć złotówkę tam wpłaciłeś? Ile lat już nie pracujesz?
To ja co miesiąc odkładam z pensji! Niech twój syn odda mi kartę, nie chcę psuć z nim relacji.
Anatolij nakrzyczał na żonę, a Galina zadzwoniła do banku i zablokowała kartę. Sergiusz tego samego wieczoru przyjechał do ojca.
— Tato, karta już nie działa! Nie mogłem wypłacić pieniędzy!
— Nic dziwnego, że nie działa — kiwnęła Galina — bo ją zablokowałam. Potrzebowałeś pomocy — pomogliśmy.
Nie było mowy o tym, żebyś wydawał wszystkie nasze oszczędności! Kartę możesz teraz wyrzucić.
— Tato — oburzył się Sergiusz — po co ona to zrobiła? Przecież się umawialiśmy!
Powiedziałeś, że mogę wydawać tyle, ile trzeba! Szanowna Galino, proszę mi wydać aktywną kartę.
Ludzie na mnie czekają, muszę zapłacić za meble. Dziś obiecano dostawę!
— Chcesz opłacić swoje meble moimi pieniędzmi? — nie wytrzymała Galina — niby dlaczego?
Sierioża, jeśli o to chodzi, twój ojciec nie ma nic wspólnego z moimi oszczędnościami! Te pieniądze są tylko moje, rozumiesz?
Od dziś wszystkie kwestie finansowe załatwiane są przeze mnie.
Emerytura twojego ojca nie jest zbyt duża, nie pozwala mu szastać takimi sumami.
Sergiusz obraził się i wyszedł, a Anatolij znowu rzucił się na żonę z pretensjami. Para pokłóciła się, a Galina pierwszy raz od wielu lat pomyślała, że ma dość męża.
Tak wiele dla niego zrobiła, a w zamian nie doczekała się nawet wdzięczności.
Minęło kilka dni od kłótni, Sergiusz ani razu się nie pojawił.
Milczenie męża ciążyło Galinie — Anatolij zawsze, kiedy się obrażał, na znak protestu zaczynał ignorować żonę.
Galina, żeby trochę odetchnąć, zabrała służbowy laptop i pojechała do córki.
— Niech Tolik przemyśli swoje zachowanie — uznała — chyba potrzebujemy od siebie odpocząć.
Ostatnio coś zupełnie nam się nie układa!
Wyjechała rano, wróciła późnym wieczorem. Mąż był w doskonałym nastroju.
Galina nawet się ucieszyła, uznała, że Tolik już się na nią nie gniewa. Sama zaczęła rozmowę:
— Jak minął dzień? Co robiłeś, kiedy mnie nie było?
— A tak — przeciągnął Anatolij — Sieriożka przyjeżdżał, załatwialiśmy pewne sprawy, trochę jeździliśmy.
Też wrócił niedawno, dosłownie godzinę przed twoim przyjściem. Dużo dziś chodziłem, zmęczyłem się.
Galina nic mu nie odpowiedziała. Anatolij chwilę pomilczał i niespodziewanie powiedział:
— Mam nadzieję, że się na mnie nie obrazisz?
— A dlaczego miałabym się obrazić? — zdziwiła się Galina.
— Byłem dziś u notariusza. W skrócie — podarowałem tę mieszkanie synowi.
Galina zmrużyła oczy:
— Ciekawe, za jakie takie zasługi?
— Sergiusz to mój syn, mój jedyny spadkobierca, nie mam innych biologicznych dzieci — oznajmił Aнатолij — kiedy mnie zabraknie, syn będzie właścicielem tego mieszkania.
A swoją drogą, Galino, na twoim miejscu już teraz zadbałbym o swoją przyszłość. Dokąd pojedziesz — do córki czy do syna?
Galina nagle poczuła żal. Tak, może według prawa nie ma prawa do części mieszkania, ale według sumienia należy jej się co najmniej połowa.
Tutaj wszystko — od mebli po zasłony w łazience — kupiła ona. Ona robiła remont, wybierała meble, wymieniała drzwi i wszystkie liczniki.
Wszystko, co zrobiła jej ręka, ma teraz przypaść komuś obcemu.
— Dziękuję ci bardzo, Tolik — powiedziała cicho — chyba masz rację. Czas, żebym zadbała o swoją przyszłość.
Zadzwoń do syna, niech się do ciebie przeprowadzi. Ktoś przecież musi ci usługiwać.
— Nie rozumiem? — zmarszczył brwi Anatolij — po co Sieriożka ma się tu przeprowadzać?
— Nie wiem — wzruszyła ramionami Galina, wyciągając walizkę z szafy — przecież nie lubisz samotności, to syn będzie cię wieczorami zabawiał.
— A ty dokąd? — kompletnie się pogubił Anatolij — Galina, co się dzieje? Wyjaśnij natychmiast!
— A nie ma czego wyjaśniać, Tolik — westchnęła Galina — odchodzę od ciebie. Rozwodzę się i staję się całkowicie wolna.
Zaraz tylko spakuję rzeczy i zadzwonię do dzieci. Będziemy planować moje najbliższe jutro.
Galina przeprowadziła się do syna. Boria mieszkał sam w trzypokojowym mieszkaniu, znalazło się dla matki miejsce.
Wasia też nie miała nic przeciwko, żeby zabrać matkę do siebie, ale Galina nie chciała jej krępować.
Anatolij stawił się na rozprawę, rozwodu nie chciał dać.
Sędzia dała małżonkom czas na pogodzenie się, ale później Galina wywalczyła rozwód w sądzie, pozostając w oczach byłego męża i jego syna wyrachowaną łowczynią cudzej własności.







