Kryształ dzwonił radośnie, goście się uśmiechali, a Maria nie mogła oderwać wzroku od męża.
Dmitrij, teraz już oficjalnie jej mąż, promieniał ze szczęścia.

Ślub okazał się wielkim sukcesem — przytulna restauracja udekorowana świeżymi kwiatami, bliscy wokół i najważniejsze — byli razem, bez względu na wszystko.
— Za młodą parę! — ponownie ogłosił konferansjer, a goście jednogłośnie podnieśli kieliszki.
Wszyscy, oprócz Galiny Pietrowny. Matka Dmitrija siedziała naprzeciw nowożeńców z wyrazem twarzy, jakby połknęła całego cytryna.
Jej wąskie usta zaciśnięto w cienką linię, a spojrzenie przeszywało niewidzialne sztylety.
Maria starała się nie zwracać uwagi.
Trzy lata związku z Dimą przyzwyczaiły ją do chłodnego traktowania ze strony jego matki.
— Marinochka, skarbie, wszystkiego najlepszego! — powiedziała ciotka Dmitrija, Irina, obejmując pannę młodą. — Dbajcie o siebie nawzajem.
— Dziękuję, Irina Władimirowna, — uśmiechnęła się Maria.
— Irina Władimirowna? Ja? Ira! Teraz jesteśmy rodziną!
Galina Pietrowna parsknęła tak głośno, że kilku gości się odwróciło.
— Coś nie tak, mamo? — zapytał Dmitrij.
— Wszystko w porządku, — warknęła Galina. — Wspaniały ślub. Oszczędny.
Maria poczuła, że Dima się napina. Jego ręka na jej talii zrobiła się sztywna.
— Mamo, już o tym rozmawialiśmy.
— Oczywiście, że rozmawialiśmy! — nagle zawołała Galina, wstając. — O wielu rzeczach rozmawialiśmy! Ale kto mnie słuchał?
W sali zapadła cisza. Muzyka grała dalej, ale rozmowy ucichły.
Wszystkie spojrzenia zwróciły się na matkę pana młodego.
— Galja, usiądź, — powiedziała cicho Irina. — Nie teraz.
— A kiedy? — głos Galiny drżał. — Kiedy mój syn będzie już po uszy w długach z powodu tej… tej…
— Mamo! — Dmitrij wstał.
— Co „mamo”? Nie widzisz? Wybrała cię, bo jesteś dobry!
Bo jesteś uległy! Bo masz mieszkanie w centrum!
Maria poczuła gulę w gardle. Jej policzki płonęły ze wstydu i urazy.
— Wiecie, że jej matka dzwoniła do mnie, pytając o twoje dochody? — Galina spojrzała po zszokowanych gościach. — Pytała wprost, czy Dima będzie w stanie utrzymać swoją cenną córkę!
— To nieprawda! — wstała matka Marii. — Nigdy…
— A wy wszyscy tu siedzicie i się uśmiechacie? — Galina nie słuchała. — To nie jest ślub, to fars! Mój syn zasługuje na więcej! Nie na tę…
Kryształowy kieliszek rozbił się o podłogę. Mała siostrzenica Dmitrija zaczęła przestraszona płakać.
— Mamo, przestań teraz! — Dmitrij uderzył pięścią w stół, przez co sztućce podskoczyły. — Dość!
— Przestanę, gdy w końcu otworzycie oczy! Spójrz na jej rodzinę — wszyscy tylko czekają, aż zaczniesz ich utrzymywać!
Ojciec Marii, zwykle spokojny i rozsądny, powoli wstał.
— Galina Pietrowna, rozumiem państwa troskę o syna. Ale nie pozwolę obrażać mojej rodziny.
— Ale mocne słowa! — wykrzyknęła teatralnie Galina, unosząc ręce. — A kto kupi nowy samochód mojemu synowi? Albo myślicie, że nie słyszałam waszych rozmów z żoną?
Maria poczuła, że łzy napływają jej do oczu. Wyśniony uroczysty dzień zamienił się w prawdziwy koszmar.
— Mamusiu, po co to robisz? — cicho powiedział Dmitrij. — Po co psujesz wszystko?
— Ja psuję? Próbuję cię uratować! — Galina chwyciła torebkę. — A ty… jesteś niewdzięczny! Wychowałam cię, nie spałam w nocy, wszystko dla ciebie.
Ciotka Irina nagle wstała i podeszła do Galiny.
— Dosyć, Galja, dosyć tych spektakli. Przekroczyłaś wszystkie granice.
— A ty też? — Galina obróciła się do niej. — Oczywiście, wszyscy przeciwko mnie!
— Nikt nie jest przeciwko tobie, — powiedział zmęczony Dmitrij. — Po prostu chcemy być szczęśliwi.
— Z nią? — Galina wskazała palcem na Marię. — Za miesiąc zacznie cię gnębić! Wszyscy są tacy!
Maria nie wytrzymała. Lata tłumionych emocji, prób przypodobania się, ulegania — wszystko wybuchło.
— Wiesz co, Galina Pietrowna? — Jej głos brzmiał niespodziewanie stanowczo. — Trzy lata znosiłam wasze kąśliwe uwagi. Trzy lata próbowałam znaleźć z wami kontakt. I wiesz, co zrozumiałam? Nie potrzebujecie synowej. Potrzebujecie własności.
W sali zapadła całkowita cisza. Nawet muzyka zdawała się ucichnąć.
— Dima to nie rzecz, — kontynuowała Maria. — On jest dorosłym człowiekiem, który dokonał wyboru. I jeśli naprawdę go kochacie, powinniście szanować ten wybór.
— Jak śmiesz mi mówić, co mam robić? — Galina zrobiła się czerwona. — Kim ty jesteś?
— Ona jest moją żoną, mamo, — powiedział stanowczo Dmitrij. — I jeśli nie potrafisz jej szanować, lepiej, żebyś odeszła.
Galina spojrzała oszołomiona na syna, potem na nieruchomych gości.
— Więc tak? Wybierasz ją?
— Wybieram nas, mamo. Naszą rodzinę. I bardzo chcę, żebyś była jej częścią. Ale na takich warunkach to niemożliwe.
Galina zacisnęła usta, gwałtownie się obróciła i ruszyła do wyjścia. Przy drzwiach obejrzała się.
— Pamiętaj jeszcze moje słowa, — rzuciła i wyszła, trzasnąwszy drzwiami.
Cisza trwała, wydawało się, wieczność.
Potem matka Marii zaczęła płakać; Irina podeszła i objęła ją za ramiona. Ktoś z gości niezręcznie odchrząknął.
— Przepraszam, — zwrócił się do wszystkich Dmitrij. — Nie myślałem, że tak to się skończy.
— Dima, to nie twoja wina, — Maria ścisnęła jego rękę. — Nikt nie jest winny.
Konferansjer natychmiast przejął kontrolę nad sytuacją:
— A teraz, drodzy goście, zatańczmy! Muzycy, grajcie!
Muzyka wybrzmiała, ale świąteczny nastrój zniknął bezpowrotnie.
Część gości ruszyła na parkiet, inni zgromadzili się w grupkach i szeptali, co chwila rzucając współczujące spojrzenia w stronę nowożeńców.
Maria próbowała się uśmiechać, ale w środku wszystko się ściskało z żalu.
— Chodźmy wyjść, — szepnął Dmitrij, i cicho wyszli na taras restauracji.
Wieczorne powietrze ochłodziło płonące policzki. Maria wzięła głęboki oddech.
— Wybacz mi, — Dmitrij ją objął. — Powinienem był to przewidzieć.
— Przestań. Jak można było to przewidzieć?
— Można. Znam swoją matkę.
Oni patrzyli na miejskie światła, przytuleni.
— A teraz co będzie? — zapytała Maria.
— Nie wiem. Ale nie pozwolę jej wtrącać się w nasze życie.
Drzwi na taras skrzypnęły i wyszła Irina.
— Jak się macie, dzieciaki?
— Bywało lepiej, — Dmitrij uśmiechnął się krzywo.
— Słuchajcie, — Irina położyła ręce na ich ramionach. — Galja… ona jest skomplikowaną osobą. Kiedy twój ojciec odszedł, Dima, została sama z małym dzieckiem. Oddała ci całe swoje życie.
— To nie usprawiedliwia…
— Oczywiście, że nie, — przerwała mu Irina. — Nie bronię jej. Tylko wyjaśniam. Ona się boi, rozumiesz? Boi się zostać całkiem sama.
— A ja nie powinienem się bać? — głos Dmitrija drżał. — Czy ja nie powinienem bać się wybierać między matką a żoną?
Maria drgnęła. Po raz pierwszy Dima tak otwarcie mówił o swoich uczuciach.
— Porozmawiam z nią, — powiedziała Irina. — A wy idźcie do gości. To wasz dzień, nie pozwólcie, żeby go zepsuła.
Kiedy wrócili do sali, podszedł ojciec Marii.
— Dzieci, chciałem powiedzieć… — zawahał się. — My z mamą jesteśmy bardzo szczęśliwi, że stałeś się częścią rodziny, Dima. I nigdy… nigdy nie myśleliśmy o tobie jak o… portfelu.
— Wiem, Sergiej Iwanowicz, — przyznał Dmitrij. — Nie martwcie się.
— I jeszcze jedno, — ojciec Marii wyprostował ramiona. — Jeśli będziecie potrzebować pomocy — jakiejkolwiek — jesteśmy obok. Nie jesteście sami.
Maria objęła ojca, a łzy spłynęły po jej policzkach.
— Dziękuję, tato.
Wieczór trwał dalej. Goście stopniowo się rozluźnili, a nawet młoda para na chwilę zapomniała o skandalu.
Tańczyli, słuchali gratulacji, kroili tort. Ale coś w duszy Marii zostało złamane: ten dzień zapamięta nie tylko jako początek życia rodzinnego, ale także jako moment bolesnego wyboru.
Później, w samochodzie w drodze do domu, Dmitrij otrzymał wiadomość od Iriny: „Galja jest w domu. Odwiozłam ją. Nie martwcie się, odpocznijcie. Jutro porozmawiamy.”
— Co czujesz? — zapytała Maria, patrząc na męża.
— Pustkę, — nie kłamał. — A ty?
— Żal. Rozczarowanie. Strach.
— Strach?
— Tak. Że wszystko dopiero się zaczyna.
Trzy dni po ślubie zlały się w jedną mgłę. Dmitrij nie dzwonił do matki, ona też milczała. Maria widziała, jak mąż cierpi z powodu wewnętrznej walki, ale go nie naciskała.
W środę wieczorem jedli kolację w kuchni. Nagle zadzwonił telefon Dima. Spojrzał na ekran i zamarł.
— Mamo, — wymówił tylko wargami.
Maria skinęła głową i wyszła z kuchni. Nie chciała wpływać na decyzję męża swoją obecnością.
— Halo, — rozległ się jego głos z korytarza. — Tak… Nie, wszystko w porządku…
Maria puściła wodę w łazience, aby nie słyszeć rozmowy.
Kiedy wróciła, zobaczyła Dmitrija z zakłopotaną miną.
— Co się stało? — zapytała, siadając obok niego.
— Mama płakała, — pocierał oczy. — Mówi, że nikt do niej nie przychodzi. Ciotka Ira ignoruje, wujek Kolya też. Wszyscy się od niej odwrócili.
— I co jej powiedziałeś?
— Że muszę się zastanowić.
Maria objęła męża. Nie wiedziała, co doradzić. Z jednej strony żałowała teściowej — samotności nikomu nie życzysz. Z drugiej — obraz ślubnego skandalu wciąż stał jej przed oczami.
— Wiesz, — nagle powiedział Dmitrij, — nigdy nie słyszałem, żeby mama przepraszała. Ani razu w życiu.
— A teraz?
— Teraz przeprosiła. Chce się spotkać. Z nami obojgiem.
Maria się napinała. Spotkanie z Galiną Pietrowną teraz wydawało się torturą.
— Co myślisz? — zapytał Dmitrij. — Zrozumiem, jeśli nie będziesz chciała iść.
— Nie, — Maria pokręciła głową. — Trzeba. W przeciwnym razie będzie tylko gorzej.
Spotkali się w kawiarni. Galina Pietrowna wyglądała na wyczerpaną. Maria pierwsza ją przywitała.
— Dziękuję, że przyszliście, — podziękowała matce męża.
Usiedli. Kelnerka zanotowała zamówienie i odeszła. Nikt nie odważył się rozpocząć rozmowy.
— Ja… — powiedzieli jednocześnie Galina i Dmitrij, po czym zamilkli.
— Mów, mamo, — skinął Dmitrij.
— Chcę przeprosić, — Galina wygładziła serwetkę na stole. — Was oboje. To, co zrobiłam na ślubie… jest nie do wybaczenia.
— Dlaczego, mamo? — w głosie Dmitrija była ból. — Dlaczego to zrobiłaś?
Galina podniosła oczy, pełne łez.
— Bałam się, że cię stracę, — jej głos drżał. — Że odejdziesz. Że mnie zapomnisz. I zamiast puścić cię z miłością, wszystko zepsułam.
— Nie stracicie Dima, — powiedziała Maria. — On was kocha.
— A ja tak starałam się cię odpychać, — gorzko się uśmiechnęła Galina. — Wiesz, przez te trzy dni dużo myślałam. O sobie, o synu, o swoim życiu. I zrozumiałam straszną rzecz — zamieniłam macierzyńską miłość w kajdany.
— Mamo…
— Nie, pozwól mi dokończyć, — Galina otarła łzę. — Kiedy twój ojciec odszedł, postanowiłam, że już nikomu nie pozwolę mnie skrzywdzić. I tak cię przytrzymałam, że prawie cię udusiłam. Przepraszam mnie. I ty, Mario, wybacz. Byłam wobec ciebie niesprawiedliwa.
Maria nie spodziewała się takiej szczerości. Myślała, że Galina będzie się wymigiwać, może nawet ich obwiniać. Ale teściowa mówiła jak osoba, która naprawdę zrozumiała swój błąd.
— Galina Pietrowna, ja…
— Galja, — przerwała jej teściowa. — Mów mi po prostu Galja. Bez patronimika. Jeśli chcesz, oczywiście.
— Galja, — to imię brzmiało dziwnie. — Ja też chcę przeprosić. Widziałam, jak się martwicie, ale nie znalazłam klucza, żeby się do was zbliżyć.
— Nie, kochanie, to nie twoja wina.
Dmitrij patrzył na obie z niedowierzaniem i nadzieją.
— Wiesz, mamo, — powiedział, — bałem się tej rozmowy. Myślałem, że będzie tylko gorzej.
— A jest lepiej?
— Bardzo, — uśmiechnął się. — Myślę, że możemy zacząć od nowa. We troje.
— Chciałabym tego, — Galina niepewnie spojrzała na Marię. — Jeśli nie masz nic przeciwko.
— Oczywiście, że nie, — skinęła głową Maria. — Tylko pod jednym warunkiem.
— Jakim?
— Zaufanie i szacunek. Z obu stron.
— Zgadzam się, — Galina wyciągnęła rękę przez stół, a Maria ją uścisnęła.
Siedzieli w kawiarni prawie trzy godziny. Rozmawiali o wszystkim. O ślubie, o przyszłości. O pracy Dmitrija i Marii. Galina opowiadała zabawne historie z dzieciństwa syna. Maria dzieliła się swoimi lękami i marzeniami.
Kiedy się żegnali, Galina nagle objęła synową.
— Dziękuję, że mnie nie odrzuciłaś, — szepnęła. — Nie każda potrafiłaby to zrobić.
— Jesteśmy rodziną, — odpowiedziała Maria prosto. — Rodziny się kłócą, ale potem się godzą.
W drodze do domu Dmitrij mocno ściskał rękę Marii.
— Wiesz, co się dziś wydarzyło? — zapytał.
— Co?
— Staliśmy się prawdziwą rodziną. Ze wszystkimi problemami, kłótniami i pojednaniami.
Maria się uśmiechnęła. Trzy dni temu myślała, że ich małżeństwo zaczęło się katastrofą. Teraz rozumiała — to był tylko test. I przeszli go.
— A tak w ogóle, — Dmitrij zatrzymał się. — Mama zapytała, czy może przyjść do nas na obiad w niedzielę.
— Co odpowiedziałeś?
— Że się zastanowimy, — spojrzał na żonę. — No i?
— Powiedz, że będziemy ją czekać, — uśmiechnęła się Maria.
— I zrobię jej ulubione ciasto jabłkowe.
Dmitrij uniósł brwi w zdumieniu.
— Skąd wiesz o cieście jabłkowym?
— Irina powiedziała mi na ślubie. Zapamiętałam.
Dmitrij pokręcił głową i zaśmiał się.
— Dlatego cię kocham. Potrafisz przebaczać.
— Nie, — poważnie powiedziała Maria. — Po prostu znam wartość rodziny. I jestem gotowa o nią walczyć.
Poszli dalej, trzymając się za ręce, w stronę swojego nowego, skomplikowanego, ale prawdziwego życia rodzinnego.







