„Arina, upiecz jutro na kolację ciasto z kapustą” — oznajmiła Ludmiła Wasiljewna, wchodząc do kuchni i siadając przy stole. „Od dawna nie jadłam porządnego wypieku; ty zawsze gotujesz tylko jakieś dziwne potrawy.”
Arina odwróciła się od patelni, na której właśnie smażyła kotlety na kolację. Jej teściowa siedziała z typowym, nieprzychylnym wyrazem twarzy i poprawiała swój znany bordowy sweter.

„Mam alergię na kapustę, Ludmiło Wasiljewno” — odpowiedziała Arina spokojnie, obracając kotleta. „Nie zrobię tego ciasta.”
„Jak to, nie zrobisz?” — głos teściowej zaostrzył się. „Prosiłam cię o to, a ty odmawiasz? Kim ty jesteś, żeby mi się sprzeciwiać? Kiedyś synowe szanowały starszych!”
„Nie chodzi tu o szacunek” — powiedziała Arina, przenosząc patelnię na inny palnik. „Jeśli ugotuję kapustę, dostanę ataku alergii. Zrób to sama, jeśli tak bardzo chcesz.”
„Zrobić sama?” — Ludmiła Wasiljewna zerwała się z krzesła. „Nie jestem twoją służącą! Ty jesteś panią domu, więc gotuj to, co mówię! A twoja alergia to tylko wymówka. Po prostu jesteś zbyt leniwa, żeby się męczyć z ciastem!”
„Leniwa? A co ma lenistwo do tego?” — Arina zwróciła się do teściowej. „Codziennie gotuję, sprzątam, piorę. Ale nie upiekę ciasta z kapustą, bo fizycznie nie mogę!”
„Nie możesz, czy nie chcesz?” — teściowa podeszła bliżej, zmrużyła oczy. „Myślisz, że tylko dlatego, że mój syn cię poślubił, możesz wydawać mi rozkazy? Zobaczymy, kto tu naprawdę rządzi!”
W korytarzu zadźwięczały klucze — Michaił wrócił do domu. Twarz Ludmiły Wasiljewnej natychmiast przybrała cierpiący wyraz.
„Misza, synu” — pobiegła do niego. „Dobrze, że jesteś. Twoja żona stała się całkowicie bezczelna! Prosiłam ją, żeby upiekła ciasto, a ona jest wobec mnie nieuprzejma i odmawia!”
Michaił zdjął kurtkę i rzucił żonie zmęczone spojrzenie; stała spięta przy kuchni.
„Arina, co się dzieje?” — zapytał, wieszając kurtkę w szafie. „Dlaczego odmawiasz swojej matce?”
„Mam alergię na kapustę, Misza” — powiedziała Arina cicho. „Już wyjaśniłam to Ludmile Wasiljewnie.”
„Alergia? Jaką alergię?” — machnął ręką Michaił. „Mamo, nie martw się. Arina upiecze ciasto jutro. Prawda, kochanie?”
Arina milczała, patrząc najpierw na męża, a potem na triumfalnie uśmiechającą się teściową. Serce boleśnie jej zadrżało.
„Nie, nie upiekę go” — powiedziała stanowczo, zdjęła fartuch i wyszła do drzwi. „Możecie zjeść kolację sami.”
Arina poszła do sypialni i zamknęła za sobą drzwi. Za ścianą słychać było przytłumione głosy — Michaił i jego matka jedli spokojnie kolację i rozmawiali o codziennych sprawach.
A ona leżała twarzą w poduszce, a łzy spływały po policzkach.
Za ścianą słychać było nieustanne mruczenie — Michaił opowiadał matce o pracy, a ona kiwała współczująco głową. Jakby nic się nie stało. Jakby jego żona nie wyszła zdenerwowana, tylko po prostu rozpłynęła się w powietrzu.
Rano Arina wstała wcześniej niż zwykle. Ludmiła Wasiljewna wciąż spała — dom był wyjątkowo cichy. Michaił siedział przy kuchennym stole z filiżanką kawy i przeglądał wiadomości w telefonie.
„Misza, muszę z tobą porozmawiać” — usiadła naprzeciwko niego, splatając ręce. „To poważna rozmowa.”
Podniósł wzrok znad ekranu, marszcząc czoło ze zdziwienia.
„O czym?”
„O twojej matce,” wzięła głęboki oddech Arina. „Jestem zmęczona tym ciągłym narzekaniem. Ljoedmila Wasiljewna krytykuje wszystko — jak gotuję, jak sprzątam, co noszę. Mam dość, że muszę jej słuchać w naszym… w naszym domu.”
„Arina, co ty mówisz?” Michaił odłożył telefon. „Mama zachowuje się przecież dobrze. Ma tylko swoje przyzwyczajenia.”
„Przyzwyczajenia?” Głos Ariny stał się ostry. „Nazywasz to przyzwyczajeniem, wydawać rozkazy dorosłym?
Misza, może czas, żeby twojej matce zapewnić mieszkanie na wynajem? Żeby mieszkała osobno? Jesteśmy jeszcze młodzi — potrzebujemy własnej przestrzeni.”
Michaił uderzył filiżanką o spodek.
„Chcesz moją matkę wyrzucić na ulicę?” Jego głos zabrzmiał metalicznie. „Ona poprosiła, żeby mieszkać z nami, a ty chcesz ją wyprosić?”
„Nie mówię tego,” wyciągnęła do niego rękę Arina, ale on cofnął się. „Tylko własne miejsce. Moglibyśmy pomóc w czynszu…”
„Słuchaj, nie podoba mi się to,” Michaił wstał i zaczął szykować się do pracy. „Mama nikomu nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, ułatwia nam życie — gotuje, pomaga w domu.”
„A kiedy ona gotuje?” Arina również wstała. „Misza, otwórz oczy! Ja pracuję, wracam do domu, gotuję obiad, sprzątam, piorę. A twoja matka tylko krytykuje!”
„Wystarczy,” przerwał jej Michaił, zakładając kurtkę. „Nie chcę tego słyszeć. Mama zostaje z nami. Kropka.”
Drzwi trzasknęły za nim z nieprzyjemnym metalicznym dźwiękiem. Arina została sama w kuchni, wpatrując się w półpełną filiżankę kawy Michaiła.
Gorzkość rozmowy rozlewała się w niej jak zimny napój. Powoli wzięła filiżankę, umyła ją i odstawiła do wyschnięcia.
Arina była rozgniewana tą niesprawiedliwością. Jej teściowa dostała od niej mieszkanie. A potem nalegała, żeby mieszkać z nimi.
I Michaił nie widział w tym nic dziwnego! Arina miała dość życia pod czujnym okiem jego matki.
Pół godziny później do kuchni przyszła Ljoedmila Wasiljewna. Jej włosy były starannie ułożone, szlafrok zapięty do ostatniego guzika. Twarz wyrażała skrajną dezaprobatę.
„No cóż za scenę zrobiłaś,” zaczęła teściowa, nie witając się nawet. „Tak niegrzecznie! Myślałaś, że mój syn cię poprze?”
Arina wlała sobie spokojnie herbatę i starała się nie reagować na prowokację.
„Widzisz?” kontynuowała Ljoedmila Wasiljewna, siadając przy stole. „Mój syn stanął po mojej stronie! To znaczy, że rozumie, kto tu rządzi. A skoro tak jest, musisz mi słuchać!”
Arina postawiła czajnik trochę ostrożniej niż planowała.
„Dzisiaj posprzątasz całe mieszkanie, aż będzie lśnić,” kontynuowała teściowa pouczającym tonem. „Umyj okna, przetrzyj wszystkie podłogi w każdym pokoju, doprowadź łazienkę do błysku. Inaczej będziesz tu chodzić jak dama, ale dom będzie brudny!”
„Dom nie jest brudny,” odpowiedziała cicho Arina.
„Nie brudny?” Głos Ljoedmily Wasiljewnej podniósł się. „Wczoraj widziałam kurz na komodzie w salonie!
A lustro w korytarzu jest umazane! Jeśli się sprzeciwisz, poskarżę się mojemu synowi i powiem mu, że mnie nie słuchasz!”
Coś w Arinie pękło. Jak naciągnięta struna, która nie wytrzymała napięcia. Ostro odwróciła się do teściowej.
„Nie!” Jej głos drżał od napięcia. „Nie zrobię tego! Zbyt długo wam słuchałam! Zgubiłam siebie w tym wszystkim! Gotuję, co każesz, sprzątam, kiedy mówisz, milknę, kiedy krzyczysz! Dosyć!”
Ljoedmila Wasiljewna podskoczyła. Jej twarz poczerwieniała z oburzenia. Krzyczała:
„Jak śmiesz? Jak śmiesz mi tak odpowiadać bezczelnie?”
Arina również podniosła głos.
„Śmiem! Jestem żywym człowiekiem, a nie twoją służącą! I nie będę dłużej znosić twojego narzekania!”
„Jeśli będziesz bezczelna, mój syn cię wyrzuci!” krzyczała teściowa, potrząsając pięścią.
I wtedy coś w Arinie się załamało. Lata milczenia, miesiące upokorzeń. Wszystko wybuchło potężną falą.
Wyprostowała się całkowicie. Jej głos był tak mocny, że Ljoedmila Wasiljewna mimowolnie cofnęła się o krok.
„Zapomniałaś, czyje to mieszkanie! Zapomniałaś, kto pozwala ci tu mieszkać! Kto pozwolił ci żyć tutaj, bez czynszu, bez mediów, bez jedzenia — nic! Pozwól, że ci przypomnę — to moje mieszkanie!
Moje, kupione przed ślubem. Kupione zanim poznałam twojego syna i całą twoją rodzinę!”
Ljoedmila Wasiljewna stała z otwartymi ustami. Wyraźnie nie spodziewała się tego zwrotu.
Ale Arina nie przestała.
„I od tego dnia nie będziesz mi już wydawać rozkazów! Albo to nie ja skończę na ulicy — skończysz ty! Zrozumiałaś?”
Przez kilka sekund teściowa stała jak skamieniała, potem powoli doszła do siebie. Twarz jej zaczerwieniła się, oczy zwęziły.
„Jak śmiesz ze mną tak rozmawiać?” wrzasnęła. „Nie masz prawa! Jestem matką twojego męża! Jestem od ciebie starsza! Musisz mnie szanować!”
„Szacunek trzeba sobie zasłużyć, nie dostaje się go tylko z powodu wieku!” Arina nie ustępowała. „A przez ostatnie miesiące tutaj nie zdobyłaś nawet kropli szacunku!”
„Jak śmiesz…” dyszała oburzona Ljoedmila Wasiljewna. „Kim ty myślisz, że jesteś? Jestem matką Miszy! A ty jesteś tylko tymczasową żoną! On zawsze wybierze mnie!”
„To wyprowadźcie się obie!” wtrąciła Arina. „A ja zostaję w swoim mieszkaniu! W którym płacę, sprzątam i gotuję! Podczas gdy wy tylko krzyczycie!”
„Ja… powiem o tym mojemu synowi!” jąkała się teściowa. „On dowie się, jak się wobec mnie zachowujesz!”
„Rób to!” Arina skrzyżowała ręce. „Tylko nie zapomnij wspomnieć, że mieszkasz tu za darmo!”
Ljoedmila Wasiljewna obróciła się oburzona i tupnęła głośno do swojego pokoju. Drzwi zatrzasnęły się tak mocno, że zadrżały szyby.
Kilka minut później słychać było podekscytowany głos z pokoju. Teściowa najwyraźniej wołała swojego syna.
Arina wychwyciła fragmenty: „Całkowicie bezczelna… obraża mnie… grozi, że mnie wyrzuci…”
Arina spokojnie wypiła herbatę i zaczęła przygotowywać się do pracy. Niech Ljoedmila Wasiljewna się skarży — dziś po raz pierwszy od dawna powiedziała prawdę.
Wieczorem Michaił wrócił do domu prawie wściekły. Jego twarz była czerwona, oczy błyszczały z gniewu. Ledwie przekroczył próg, zaatakował swoją żonę:
„Co ty sobie wyobrażasz?” krzyknął. „Mama wszystko mi opowiedziała! Jak śmiesz ją obrażać? Grozisz, że ją wyrzucisz?”
„Z mojego domu,” poprawiła spokojnie Arina, odkładając fartuch. „I nie groziłam. Ostrzegałam.”
„Z twojego?” głos Michaiła podniósł się. „Jesteśmy mężem i żoną! Co należy do ciebie, należy do mnie!”
„Nie, kochanie,” zwróciła się do niego Arina. „To mieszkanie kupiłam przed ślubem. I nie będę dłużej znosić bezczelności twojej matki.”
„Mama przecież nic złego nie zrobiła!” krzyknął Michaił. „Po prostu poprosiła o pomoc w domu!”
„Wydawała rozkazy,” odpowiedziała Arina. „I mnie obraziła. A ty ją poparłeś.”
„Oczywiście, że ją poparłem! To moja matka!”
„To zamieszkaj z nią razem,” poszła Arina do drzwi i szeroko je otworzyła. „Ale nie tutaj. Spakuj swoje rzeczy i idź.”
„Żartujesz?” Michaił patrzył na żonę z niedowierzaniem.
„W żadnym wypadku,” powiedziała Arina, wskazując na drzwi. „Wystarczająco mnie wykorzystałeś, wystarczająco ode mnie żyłeś. Teraz zdecyduj, gdzie i jak chcesz mieszkać. A ja decyduję być szczęśliwa. Bez ciebie!”
Ljoedmila Wasiljewna wyszła z pokoju, gdy usłyszała krzyk.
„Co się dzieje?” zapytała, ale widząc otwarte drzwi, zrozumiała wszystko.
„Spakuj swoje rzeczy,” powtórzyła Arina. „Masz pół godziny.”
Ulga ogarnęła Arinę jak fala. Zrobiła najtrudniejszy krok.







