– Czemu klucz nie wchodzi? – Mąż wrócił od kochanki i nie spodziewał się takiego końca…

– Co do cholery? Czemu drzwi się nie otwierają? Klucz się zacina! – wrzeszczał Władysław przez telefon, szarpiąc za klamkę.

– Lena, wytłumacz mi, co się dzieje?

– Bo już tu nie mieszkasz – odpowiedziała Elena spokojnie.

– Wymieniłam zamki. A twoje rzeczy są tam, po drugiej stronie drzwi.

Cisza po drugiej stronie słuchawki.

– Zwariowałaś?

– Nie, Władku, wreszcie zmądrzałam. Późno, to prawda, ale lepiej późno niż wcale.

Elena zawsze wierzyła, że los był dla niej łaskawy.

Urodziła się w Czajkowskim – małym miasteczku nad rzeką, gdzie życie płynęło spokojnie i cicho.

Jej rodzice, Walentyna i Nikołaj Pawłowicz, byli nauczycielami.

Ludzie życzliwi i skromni, znani i szanowani przez wszystkich mieszkańców miasta.

Elena była długo wyczekiwanym dzieckiem – urodzoną późno córką, otoczoną miłością, ale wychowywaną z odpowiedzialnością.

– Najważniejsze to być dobrym człowiekiem – powtarzała mama.

– Nieważne, kim będziesz, ważne, jakim będziesz człowiekiem.

Ojciec dodawał:

– Ucz się, Lenoczka. Wiedza to klucz do wszystkich drzwi w życiu.

Elena była pilną uczennicą, brała udział w olimpiadach i często wygrywała.

Razem ze swoimi najlepszymi przyjaciółkami – Irą i Natalią – marzyła o podbiciu stolicy po maturze.

– Wyobrażacie sobie: uniwersytet, metro, kawiarnie, muzea! – mówiła Lena z zachwytem, siedząc na ławce nad rzeką.

Ira wzdychała:

– Ty na pewno się dostaniesz. Jesteś naszą kujonką. A my… zobaczymy.

– Pójdziemy wszystkie razem – mówiła Lena z przekonaniem. – Jesteśmy drużyną!

Skończyła liceum ze złotym medalem i bez problemu dostała się na pedagogikę w Jekaterynburgu.

Ira wybrała medycynę, a Natalia została w Czajkowskim, by pomagać mamie w aptece.

Ciężko było rozstać się z rodzicami.

– Sama tam będziesz… – martwiła się mama. – Duże miasto, inne życie…

– Wszystko będzie dobrze, mamo – uśmiechała się Lena, choć w środku drżała.

Studia całkowicie ją pochłonęły.

Nowi ludzie, nowe tempo życia, akademik, nieprzespane noce, zajęcia, przerwy, kawa z automatu.

Współlokatorki – Jana i Weronika – szybko stały się przyjaciółkami. Wesołe, głośne, spontaniczne.

– Lenka, ty jesteś zjawisko! – zachwycała się Jana. – Wszystko rozumiesz od razu, jeszcze dobrze gotujesz! Idealna!

– W domu zawsze tak było – Lena uśmiechała się nieśmiało.

– Idziesz z nami na imprezę w piątek! – puszczała oko Weronika. – Będzie super. Obiecuję.

Lena się wahała. Nie lubiła zgiełku. Ale… czemu nie spróbować?

W piątek we trzy szykowały się w pokoju w akademiku.

Lena wybrała prostą granatową sukienkę, którą dostała od mamy na pożegnanie.

Podkreślała jej oczy i była – według niej – skromna, ale elegancka.

Impreza odbywała się w wynajętej sali.

Muzyka, światła, nieznajome twarze.

Lena stanęła pod ścianą, czując się nieswojo. Przyjaciółki zniknęły w tłumie.

– Hej – odezwał się głos obok. – Wyglądasz na zagubioną. Pierwszy raz tu jesteś?

Lena się odwróciła. Przed nią stał wysoki chłopak z otwartym uśmiechem i życzliwym spojrzeniem.

– Władysław. Piąty rok, prawo.

– Lena. Drugi rok. Pedagogika.

– Chodźmy na balkon. W środku za głośno.

Na zewnątrz rzeczywiście było spokojniej.

Władek opowiadał historie, żartował, mówił o sztuce, książkach, podróżach.

Słuchała go bez tchu.

– Jutro zabiorę cię w pewne miejsce. Nie dla turystów. Moje ulubione w mieście.

Zgodziła się. Tak zaczęła się ich znajomość.

Władek był troskliwy i czarujący. Kwiaty, spacery, kawiarnie, kino, prezenty bez okazji.

Jak z bajki. Po roku się pobrali. Skromna, ale szczera uroczystość.

Elena ledwie znała rodziców Władka – matka mieszkała w innym mieście, ojciec zmarł, gdy Władek był nastolatkiem.

– Nie chcę zapraszać matki – powiedział Władek. – Prawie się nie odzywamy. Zepsułaby wszystko.

Podróż poślubna – Soczi. Władek wynajął drogi hotel, organizował kolacje na tarasie z widokiem na morze.

– Zasługujesz na wszystko, co najlepsze – mówił. – Chcę, by między nami wszystko było piękne.

Po ślubie przeprowadzili się do nowego mieszkania – prezent od rodziców Eleny.

Władek nalegał na drogi remont i luksusowe meble.

– Nie oszczędzaj. To twój dom. Ma być wyjątkowy.

Na początku wszystko układało się dobrze. Władek dostał pracę w dużej firmie.

Były pieniądze, Elena pracowała w szkole, brała udział w projektach edukacyjnych.

– Jesteś dla mnie wszystkim – mówił Władek. – Haruję jak wół dla ciebie.

Sześć miesięcy później Elena dowiedziała się, że jest w ciąży.

– Będę ojcem! – uniósł ją z radością i zakręcił w powietrzu.

– Co za cud! Dziękuję!

Troszczył się o nią, rozpieszczał, przynosił owoce i wodę mineralną, zatrudnił nawet kuriera, żeby nie dźwigała.

Ale ciąża była trudna. Mdłości, osłabienie.

Na początku Władek był cierpliwy, potem się zmienił.

– Nie mogę już jeść tego makaronu! – narzekał.

– Cały dzień siedzisz w domu – trudno ugotować coś porządnego?

– Źle się czułam… ledwo wstałam z łóżka – szeptała Lena.

– Zawsze jakieś wymówki…

Coraz częściej bywał w pracy. Wracał późno, rozdrażniony.

Po narodzinach syna, którego nazwali Matwiej, Władek był zachwycony… przez dwa dni.

Potem zniknął. Mówił, że śpi u kolegów. W rzeczywistości – pił.

– Nie urodziłem się, żeby przewijać pieluchy! – wrzeszczał. – Jestem facetem, nie niańką!

Elena nic nie mówiła. Wszystko robiła sama: ciąża, karmienie, ubranka, dom.

Gdy Matwiej skończył rok, znów zaszła w ciążę.

Naiwnie liczyła, że coś się zmieni.

– Żartujesz?! – wybuchł Władek.

– Z ledwością radzisz sobie z jednym dzieckiem – i chcesz drugie?

– Ale… przecież chcieliśmy dwójki…

– Chciałem, jak jeszcze nie byłaś szarą myszą! Spójrz na siebie!

Elena nie powstrzymała łez.

– Gdzie się podziała twoja miłość?

– Miłość? Wciąż wierzysz w bajki? – zaśmiał się z pogardą.

– Wszystko przemija. Zwłaszcza cierpliwość.

Po narodzinach córki, Niki, życie zamieniło się w piekło. Władek nie przyszedł do szpitala.

– Jest w pilnej delegacji – skłamała Elena pielęgniarce.

Przyjaciółka Swieta pomogła jej wrócić do domu.

– Twój mąż to śmieć – powiedziała cicho. – Zostaw go. Zanim będzie za późno.

W domu zaczął się koszmar. Władek pił. Pieniądze znikały. Krzyczał, oskarżał, groził, że odejdzie – a potem wracał z kwiatami, krzycząc „Jesteś moim słońcem!”

– Powinnaś dziękować, że jeszcze wracam – syknął pewnego dnia.

Elena być może wszystko by znosiła… Ale pewnego dnia pojawiła się młoda kobieta.

– Ty jesteś Elena? – zapytała u drzwi. – Mam na imię Diana. Jestem w ciąży z Władkiem.

Jej świat runął.

– Wejdź – powiedziała Elena, opierając się o framugę.

Diana mówiła spokojnie.

– Kochamy się. Będzie dobrym ojcem. Nie chcę ci niszczyć życia…

Chciałam tylko, żebyś wiedziała, że jesteśmy razem od dawna. Nie wiedziałam, że ma dzieci.

Elena milczała długo. Potem powiedziała:

– Twój jest. Gratuluję. Ale pamiętaj: tak jak mnie zostawił, ciebie też zostawi.

Dwa dni później Władek wrócił.

– Co to ma być?! Czemu zamek nie działa?!

– Bo już tu nie mieszkasz, Władysławie Siergiejewiczu. Witaj w rzeczywistości.

– To moje mieszkanie! – krzyczał do telefonu.

– Nie. Mieszkanie jest moje. A nasze małżeństwo… skończone.

Rozłączyła się.

Rozwód był szybki. Nie było czego dzielić. Elena dostała pracę w prywatnej szkole.

Zapisała dzieci do przedszkola i szkoły. Pieniędzy było mało, ale starczało.

Rok później uczyła już literatury, jeździła na konferencje.

Jej nazwisko było znane. Była zapraszana.

Matwiej poszedł na piłkę nożną. Nika na rysunek. W domu znów słychać było śmiech.

Pewnego dnia, wychodząc z metra, Elena zobaczyła mężczyznę przy śmietniku. Długo zajęło jej, by rozpoznać. Spuchnięta twarz. Puste spojrzenie.

– Władek?

Podniósł oczy powoli.

– Lena… to ty.

– Co się z tobą stało?

– Ja… po prostu. Życie, może. A może ja sam…

Diana zniknęła po sześciu miesiącach. Bez dziecka.

Władek stracił pracę – pił, kłamał, rozpadał się. Nawet matka go zostawiła.

– Zniszczyłem wszystko własnymi rękami. Wszystko, co miałem. Rozumiesz?

Elena patrzyła na niego. I czuła… pustkę. Ani gniewu. Ani litości.

– A dzieci? – zapytała po chwili.

– Rosną. I wiesz… nie pamiętają cię. Może to lepiej.

Kiwnął głową i odszedł powoli.

Wieczorem stała na balkonie, obejmując dzieci.

Matwiej opowiadał z przejęciem, jak strzelił gola na treningu.

Nika pokazywała rysunek: kolorową tęczę i ślicznego króliczka.

Elena się uśmiechała. Wszystko było na swoim miejscu.

– Dziękuję ci, życie – wyszeptała, patrząc na rozświetlone miasto. – Za to, że mnie nie złamało.