— Nie drukuję pieniędzy!
Irina rzuciła torebkę na stół i ze zmęczeniem potarła skronie.

Tani zegarek z wytartym paskiem wskazywał prawie jedenastą w nocy.
Anatolij nawet nie podniósł wzroku znad telefonu.
Niebieskawy blask ekranu oświetlał jego zarośniętą twarz.
— Mógłbyś chociaż pozmywać naczynia?
Jestem wykończona po dwóch zmianach — Irina odgarnęła kosmyk włosów za ucho.
— Umyję jutro — mruknął Anatolij, wciąż przewijając swój niekończący się feed w mediach społecznościowych.
Irina rozejrzała się po kuchni.
Od trzech dni w zlewie piętrzyły się brudne naczynia.
Na parapecie stały puste słoiki.
Ich mieszkanie, dawniej zawsze czyste i przytulne, teraz przypominało norę.
— Tolik, musimy porozmawiać — powiedziała Irina, siadając na brzegu kanapy.
— Zacząć od nowa? — zapytał mąż z grymasem, odkładając telefon.
— Pogadamy jutro, dobrze? Boli mnie głowa.
— Głowa cię boli codziennie! — głos Iriny zadrżał. — Minęło sześć miesięcy, a ty nawet nie napisałeś CV!
Anatolij zerwał się, twarz miał wykrzywioną.
— Myślisz, że łatwo znaleźć porządną pracę bez znajomości?
Nie będę taksówkarzem ani kurierem!
— Nikt nie mówił o taksówce! Ale musisz coś zrobić — westchnęła Irina.
— Kończą nam się oszczędności. Wczoraj wypłaciłeś pięć tysięcy. Na co?
— Szpiegujesz mnie? — Anatolij chwycił kurtkę. — Jestem facetem! Mam prawo odpocząć z kumplami!
— Podczas gdy ja pracuję na dwóch etatach? — w oczach Iriny zakręciły się łzy.
Kiedyś marzyli o dużym domu, dzieciach i podróżach.
Teraz każda rozmowa zamieniała się w wyrzuty i wymówki.
— Potrzebuję świeżego powietrza — Anatolij ruszył do drzwi. — Nie czekaj na mnie.
Drzwi trzasnęły tak mocno, że stojąca na stole filiżanka podskoczyła.
Irina opadła na kanapę i wcisnęła twarz w poduszkę.
Pachniała frytkami.
Kiedyś Tolik przynosił jej róże bez powodu.
Teraz każda rozmowa przypominała pole bitwy.
Otworzyła aplikację bankową.
Na wspólnym koncie zostało niewiele ponad dwadzieścia tysięcy; jej pensja ledwo starczała na czynsz i jedzenie.
Wkrótce będzie musiała ruszyć drugie konto — te pieniądze odkładała na samochód.
Telefon zawibrował. Wiadomość od przyjaciółki Katji:
„Jak się masz? Wszystko w porządku?”
Irina uśmiechnęła się gorzko.
Trzymać się? Trzymała się kurczowo małżeństwa, które się rozpadało, męża, który stał się obcym człowiekiem.
Spojrzała na zdjęcie ślubne na ścianie:
Anatolij w eleganckim garniturze, ona w białej sukni, szczęśliwa, zakochana.
Gdzie się podział tamten czas?
Kiedy Tolik przestał być jej oparciem, a stał się ciężarem?
Irina wiedziała, że coś musi się zmienić, bo inaczej ta niekończąca się walka ją zniszczy.
Ale wciąż kochała męża i wciąż miała nadzieję, że dawny Anatolij wróci.
Rano Irina obudziła się przed budzikiem.
Oczy miała opuchnięte, głowa była ciężka.
Na palcach poszła do kuchni, by nie obudzić męża, który wrócił nad ranem chwiejnym krokiem i teraz chrapał na kanapie.
Po przygotowaniu herbaty spojrzała na kalendarz:
środa, jej dodatkowa zmiana w biurze rachunkowym w centrum handlowym.
Osiem godzin przy cyfrach, a potem kolejne cztery po południu.
— Chciałabym móc wziąć wolne — mruknęła, masując skronie.
Telefon zawibrował:
szef niespodziewanie powiedział, że może wyjść w południe; raporty oddano wcześniej.
Drugi etat skończyła też szybko.
Po raz pierwszy od sześciu miesięcy los się do niej uśmiechnął.
Wiosenne słońce ogrzewało jej twarz, więc postanowiła wrócić do domu pieszo; spacer trwał tylko dwadzieścia minut.
Blisko swojego bloku zwolniła.
Okno ich mieszkania było szeroko otwarte, a ona słyszała głos Anatolija:
głośny, niemal wesoły.
Rzadko rozmawiał przez telefon.
Irina weszła do mieszkania po cichu.
Korytarz był ciemny; głos Anatolija dochodził z kuchni.
— Mamo, nie martw się, wszystko przemyślałem — mówił optymistycznym tonem, którego Irina nie słyszała od miesięcy.
— Teraz jest idealny moment na inwestycję w nieruchomości. Ta dacza pod miastem jest w sam raz.
Irina znieruchomiała, przyciskając się do ściany.
— Użyjemy twoich oszczędności i naszych z Irką, tylko trochę — ciągnął dalej.
— Dacza będzie oczywiście na moje nazwisko. Irka nie musi wiedzieć.
Serce biło jej jak szalone.
Jej mąż i teściowa planowali wydać ich wspólne pieniądze za jej plecami!
Irina po cichu wyszła, pobiegła do banku i przelała wszystkie oszczędności na konto mamy.
Potem wróciła do domu, trzasnęła drzwiami jakby wróciła z pracy i zaczęła pakować ubrania Anatolija.
— Tolik, wyprałam ci koszulki! Pakuję je! — zawołała.
On tylko mruknął, wpatrzony w mecz w telewizji.
Wkrótce w korytarzu stały dwie walizki.
Irina poprawiła bluzkę i wyłączyła telewizor.
— Tolik, musimy poważnie porozmawiać.
— Hej! Mecz się zaczął!
— Decydujący, tak — skrzyżowała ręce. — Chcę, żebyś się dziś wyprowadził.
Zaśmiał się, dopóki nie zobaczył jej twarzy.
— Zwariowałaś?
— Byłoby szaleństwem zostać z tobą choćby dzień dłużej. Wiem wszystko o daczy, o wydaniu moich oszczędności.
Rzucił się do telefonu, sprawdził saldo, pobiegł do laptopa… i krzyknął.
— Ira! Gdzie są pieniądze?! Konto jest puste!
— Są w bezpiecznym miejscu, u mamy — powiedziała spokojnie Irina.
— Zarobiłam te pieniądze, szczególnie przez ostatnie sześć miesięcy, kiedy leżałeś na kanapie.
— To też moje pieniądze! Zadzwonię na policję!
— Dzwoń. Porozmawiamy o tym, jak żyłeś na mój koszt, odkąd rzuciłeś pracę bez słowa.
Zauważył spakowane walizki.
— To moje mieszkanie!
— To wynajem, który ja opłacam. Wynoś się, albo dzwonię na policję i powiem, że mi grozisz
Komu uwierzą?
Anatolij patrzył na nią w milczeniu.
Potulna Irina zniknęła.
— Pożałujesz tego — wymamrotał, wyciągając walizki. — Mama ci tego nie wybaczy.
— Pozdrów Polinę Jewgieniewnę — uśmiechnęła się Irina. — Powiedz jej, żeby odkładała na daczę.
Drzwi trzasnęły; porcelanowa figurka, prezent od jego matki, roztrzaskała się o podłogę.
Irina usiadła na krześle i rozpłakała się — nie z żalu, ale z ulgi.
Telefony i wiadomości od teściowej zalały jej komórkę. Zablokowała wszystkie numery.
Anatolij na przemian błagał i groził.
Miesiąc później Irina złożyła pozew o rozwód, dołączając wyciągi potwierdzające jej dochody i jego bezczynność.
Po rozwodzie stała w salonie samochodowym, opierając dłoń na lśniącym masce.
To nie był nowy model, o jakim kiedyś marzyła, ale taki, na jaki mogła sobie pozwolić z oszczędności.
— Wezmę go — powiedziała stanowczo.
Po dopełnieniu formalności Irina usiadła za kierownicą i włączyła radio.
Zagrała ich piosenka ślubna.
Sięgnęła, by zmienić stację, i wtedy uświadomiła sobie, że nie czuje bólu — tylko łagodną nostalgię za dawnymi czasami.







