Przez pięć lat Elena Ward żyła w małżeństwie, które z zewnątrz wyglądało idealnie — przystojny mąż, duży dom, uprzejme uśmiechy na charytatywnych kolacjach.
Ale za zamkniętymi drzwiami Marcus Ward był człowiekiem pełnym gniewu, zazdrości i kontroli.

Elena próbowała odejść wiele razy, ale Marcus zawsze ją odnajdywał. Jego zasięg był ogromny. Jego temperament — jeszcze większy.
Istniał tylko jeden sposób na ucieczkę.
Pewnej nocy zniknęła, mając przy sobie jedynie paszport i torbę pełną gotówki, po czym zgłosiła się do sekretnej kliniki rekonstrukcyjnej w Korei Południowej.
Trzech chirurgów, sześć miesięcy i nowa tożsamość później wyszła z niej jako ktoś, kogo świat nigdy nie połączyłby z Marcusem Wardem.
Jej plan był prosty: Wrócić. Uwieść go. Zniszczyć go.
Sprawić, by zapłacił za wszystko.
Elena — teraz kryjąca się pod imieniem Avery Quinn — spędziła rok na odbudowywaniu życia, ucząc się chodzić jak obca, mówić jak obca, uśmiechać się jak obca.
A kiedy była gotowa, wkroczyła z powrotem w świat Marcusa jak szept przeznaczenia.
POWRÓT
Spotkała Marcusa na gali korporacyjnej. Nie rozpoznał jej — oczywiście, że nie.
Avery była olśniewająca, opanowana, kusząca w sposób, na jaki Elena nigdy nie mogła sobie pozwolić. Złapał haczyk w kilka minut.
W ciągu dwóch tygodni Marcus pisał do niej bez przerwy.
W ciągu miesiąca chodzili na późne kolacje. W ciągu dwóch miesięcy był już obsesyjnie zaangażowany.
Dokładnie o to chodziło Avery.
Podrzucała dowody, manipulowała spotkaniami, anonimowo wyciekała dokumenty.
Firma Marcusa zaczęła się rozsypywać z powodu „tajemniczych” wewnętrznych problemów. Avery rozbierała go na kawałki.
Ale w noc, kiedy planowała zadać ostateczny cios — noc, w którą zamierzała ujawnić, kim naprawdę jest — wszystko poszło nie tak.
NOC PRAWDY
Marcus zaprosił Avery na kolację. Świece. Drogie wino. Delikatny jazz.
— Wydajesz mi się znajoma — powiedział nagle, kręcąc kieliszkiem. — Jak ktoś, kogo kiedyś znałem.
Avery uśmiechnęła się. — Może w innym życiu.
Marcus przechylił głowę. — A może coś ukrywasz.
Zamarła. Jego oczy nie były już łagodne — stały się przenikliwe, dociekliwe, kalkulujące.
Marcus sięgnął do szuflady i wyciągnął brązową kopertę.
— Wynająłem prywatnego detektywa — powiedział spokojnie. — Żeby sprawdzić twoją przeszłość.
Serce Avery przyspieszyło, ale twarz pozostała niewzruszona.
— Wydałaś mi się zbyt idealna — kontynuował, przesuwając kopertę w jej stronę.
— Zero przeszłości. Zero rodziny. Zero śladu przez ostatnich osiemnaście miesięcy.
Avery przełknęła ślinę. — I co znalazł?
Marcus odchylił się i uśmiechnął.
— Nic. Avery zamrugała. — …Nic?
— Absolutnie nic. Żadnych zapisów sprzed osiemnastu miesięcy. Żadnego miejsca urodzenia. Żadnej szkoły.
Żadnych dokumentów medycznych. Jakbyś została wyprodukowana. — Zachichotał. — Wiesz, co to oznacza?
Avery przygotowała się do ucieczki, walki, czegokolwiek —
Marcus pochylił się.
— To znaczy, że kłamiesz o tym, kim jesteś… ale nie w taki sposób, jak myślałem.
Avery napięła się, gotowa na moment ujawnienia — na chwilę, w której zorientuje się, że jest Eleną.
Ale wtedy Marcus wypowiedział słowa, które zamroziły jej krew.
ZWROT AKCJI
— Nie sądzę, że jesteś Eleną — powiedział cicho.
— Myślę, że jesteś zastępstwem Eleny.
Avery zesztywniała. Marcus ciągnął dalej, a w jego oczach płonęło coś znacznie groźniejszego, niż zapamiętała.
— Elena zmarła tamtej nocy, kiedy uciekła. Ty… kimkolwiek jesteś… zostałaś wybrana, by ją zastąpić.
Wabik. Klon. Rekonstrukcja. Nie wiem, co ci zrobili — ale nie jesteś nią.
Usta Avery otworzyły się ze zdziwienia. — Marcus, o czym ty…?
Marcus uderzył kieliszkiem o stół, rozbijając go.
— NIE kłam mnie. Kobieta, którą poślubiłem, nie żyje. Pochowałem ją.
Widzenie Avery się zamgliło. Żołądek się skręcił.
Myślała, że od niego uciekła, odbudowała się, odmieniła w kogoś nowego.
Ale Marcus… Marcus stworzył sobie inną wersję wydarzeń w swoim chorym umyśle.
Nie widział w Avery Eleny.
Widział kogoś noszącego ducha jego martwej żony.
A to oznaczało —
Nigdy nie przestanie próbować jej posiadać.
Nigdy nie przestanie próbować jej kontrolować.
Nigdy nie przestanie szukać „prawdy” o tym, kim naprawdę jest.
Wstał powoli.
— Odkryję prawdę — wyszeptał. — A kiedy to zrobię… tym razem nigdzie nie pójdziesz.
Avery zrozumiała przerażającą prawdę: Zmieniona twarz jej nie uwolniła.
Ona jedynie obudziła potwora gorszego niż wcześniej.
A teraz? Marcus nie próbował odzyskać żony.
On polował na jej stworzenie.







