— No cóż, sercu nie rozkażesz: idź! — zgodziła się lekko Ola.
— Jak to? Tak łatwo mnie puścisz? — zdziwił się Sergiej, spodziewając się czegoś zupełnie innego.

— Tak, puszczę: jeśli tam będzie ci lepiej — idź!
A co go właściwie pociągnęło na boki?
Olga — piękna i mądra, kierowała czymś tam, niebiedna i niemalująca się groszem.
Do tego własne mieszkanie: nie byle jakie, a porządne dwupokojowe, kupione jeszcze przed ślubem.
I nigdy mu niczego nie wypominała: ani porozrzucanych skarpet, ani leżenia na kanapie.
Ani tego, że mało pieniędzy przynosił: idealna towarzyszka życia i prawdziwa przyjaciółka w boju!
A ostatnio w ogóle niczego nie przynosił:
— Zostawiłam ci, Serduszko, trochę na drobne wydatki — idź, przejdź się!
I zawsze z uśmiechem:
— Jak ci podsmażyć mięso, kochanie?
I czego mu było trzeba? Całe dnie w domu — trzy miesiące temu zwolniony z pracy.
Rób, co chcesz — nikt nie kontroluje, nikt nie wymaga sprawozdań.
Znudzony pewnie! A z nudów człowiek robi różne rzeczy…
Może trzeba było dziecko urodzić? Ale postanowili na razie żyć dla siebie.
A Lidka? Epizod w jego życiu!
Tak, było przyjemnie.
Tak, można było powtórzyć, i faktycznie powtarzał! Ale nic poza tym.
A ci najwięksi przyjaciele już donieśli: zawsze się znajdą tam, gdzie nikt ich nie oczekuje.
Według legendy był wtedy z Borysem na rybach.
I nawet kalosze zabrał: tak, takie gumowe, w wesołych kolorach!
Aby było wiarygodniej, założył je nawet w domu, choć było gorąco: niby idę łowić ryby, nie wątp, kochanie!
Żeby Ola na pewno uwierzyła: bo nie miał w planach jej stracić.
Ale Ola niespodziewanie łatwo puściła męża na dwa dni wolnego — miała jakieś pilne sprawy:
— Tak, jedź, kochanie, a ja muszę się w czymś połapać!
Wszystko układało się wręcz idealnie!
Ale najlepsza przyjaciółka Oli akurat w tym samym czasie musiała odwiedzić matkę, która mieszkała w tym samym bloku co Lidka!
No i kto tym wszystkim steruje?
Bozia, przeznaczenie, złośliwy los czy retrogradacja Merkurego? Ale ktoś to przecież zaplanował!
I najgorsze, że tej przyjaciółki w ogóle nie zauważył! Nie miał czasu: biegł podekscytowany do Lidki!
Za to Marina jego zauważyła. No i doniosła:
— Dokąd to twój kot w butach z samego rana się wybrał? Może w odwiedziny do markiza Karabasa? Bo w tym bloku żadnej porządnej baby nie ma!
Od razu dała do zrozumienia, że Sergiej ma romans z kimś, kto nie mieści się w ramach przyzwoitości.
Tak, Lida pracowała jako kasjerka! I co z tego? Tam się właśnie poznali.
W weekend ludzi w supermarkecie było mało, więc trochę pogadali.
A potem zaprosiła go, żeby wpadł do niej na chwilę, jak w znanej piosence: wpadnij do nas na ogieniek, — skrzypce grały łagodnie i miękko…
I zaczął wpadać regularnie — mniej więcej raz w tygodniu: i tak nie miał co robić!
Żonie mówił, że chodzi na rozmowy kwalifikacyjne.
A ona, szczerze mówiąc, nawet nie pytała, jak jej ukochany spędza czas.
Ale ta wredna Marina wszystko nagrała na telefon!
Tak, jak wchodził do bloku. Co prawda od tyłu — ale można było rozpoznać!
I te jego rzucające się w oczy kalosze, niech je diabli! Potem jeszcze nagrała adres domu: strzał w dziesiątkę.
Więc kiedy w niedzielę wieczorem wrócił z rybami — tak, i to było przewidziane: supermarket to nie przelewki! — czekała na niego niespodziewana scena.
Przy czym Ola nie żądała szczegółów ani przysiąg: żadnego “przysięgam, że byłem na rybach! Twoja Marina się pomyliła!”.
Po prostu zapytała:
— Od dawna to trwa?
Nie trwało bardzo długo, ale już regularnie: raz w tygodniu, gdy żona była w pracy.
A teraz się napatoczyło, że umówił się na całe dwa dni — Lidka zaprosiła.
No to nakłamał o rybach z nocowaniem i że nie ma zasięgu.
Borys obiecał kryć. I krył!
Nie było wyjścia, więc się przyznał! A ona po raz pierwszy od początku małżeństwa nie wytrzymała i nawrzucała mu.
A Sergiejowi to też się nie spodobało i zagroził, że skoro jej się nie podoba, to może odejść!
— No cóż, sercu nie rozkażesz: idź! — zgodziła się lekko Ola.
— Jak to? Tak łatwo mnie puścisz? — zdziwił się, spodziewając się czegoś zupełnie innego.
— Tak, puszczę: jeśli tam będzie ci lepiej — idź!
I kto zrozumie te baby? Mówi: “idź”! I żadnej negatywnej emocji, aż zrobiło się nieprzyjemnie!
A gdzie te, jak im tam, łzy, histerie i błagania, żeby został?
Przecież pięć lat razem przeżyli: mogłaby zareagować lepiej!
Na przykład: wszystko ci wybaczę, i tę Lidkę też!
A on przecież wcale nie zamierzał odchodzić! Tylko chciał trochę postraszyć.
Żeby Ola tak nie naciskała z powodu zdrady. Niby: nie podoba ci się? Mogę odejść!
A ona mówi: idź! A do Lidki wcale nie chciał się wyprowadzać. Zresztą ona też go szczególnie nie zapraszała…
Świeżo po rozwodzie kobieta żyła sama i cieszyła się wolnością.
Sergiej jej się spodobał: dlatego zaprosiła go do siebie na herbatę, kawę, potańcówkę.
Ale zrobiła to bez żadnych obietnic czy zobowiązań: on powiedział, że jest żonaty.
— Ależ ja cię, broń Boże, nie wołam, żebyś się ze mną żenił! Żonaty — i dobrze!
Wpadnij dla urozmaicenia, z lekką nutką bezczelności…
I co on teraz miał robić? U Lidki “na zawsze” go nie chcieli…
Ale nie będzie przecież padał Oli do nóg: “Żartowałem — przyjmij mnie z powrotem!”.
Nie — to nie po królewsku! Więc Sergiej jednak postanowił odejść: niech tydzień czy dwa pomieszka sama i zrozumie, że tacy faceci jak on nie leżą na ulicy!
Tak, może i leżą na kanapie, ale to lepsze niż nic: jesteś mężatką, a nie sama!
Facet powiedział — facet zrobił! I Sergiej poszedł do Lidki.
Zresztą, walizka z jego rzeczami już czekała w przedpokoju: na wierzchu Ola położyła torebkę z rybą…
Lidka przyjęła go nijako. Bez emocji: przecież już się widzieli! A powinna była rzucić mu się z radości na szyję…
Co to za dzień taki? Albo kobiety dziś zrobiły się takie chłodne?
Pewnie w dzieciństwie wszystkie na jasełkach grały Śnieżynki…
No cóż — jemu lepiej! Skoro miłość była bez radości, to i rozstanie będzie bez smutku!
Jakoś tydzień przetrwa, a potem zobaczy się!
Ale wtedy okazało się, że w ferworze miłosnych uniesień nie przewidział kilku przykrych szczegółów.
Które, przy bliższym spojrzeniu, wcale nie były drobiazgami.
Na początek Ola zabrała mu kluczyki od samochodu, którym jeździł na podstawie pełnomocnictwa.
Tak, tego nie przemyślał!
Nie przemyślał też, że od dawna nie miał własnych pieniędzy: Oleńka zawsze dawała mu na drobne wydatki.
I nie tylko: hojna żona, jak to mówią, zaspokajała wszystkie jego podstawowe potrzeby.
Dobre jedzenie, porządne ubrania, wspólne wakacje dwa razy w roku, programy kulturalne i “zachcianki”: przecież i tak nigdy dużo nie zarabiał.
Kiedyś, przychodząc do Lidki, Sergiej zawsze brał coś smacznego: miał pieniądze!
Teraz nie — ale przecież nie wyrzuci go! W końcu mówiła coś o miłości…
Poza tym — to na krótko: za tydzień Ola złagodnieje i przyjmie go z powrotem!
Ola przez tydzień nie złagodniała. A może i złagodniała! Ale żeby się o tym przekonać, trzeba było porozmawiać przez telefon.
Dziewczyna pierwsza nie dzwoniła. A jemu samemu zadzwonić? Nie do pomyślenia!
Samo wyobrażenie tego przerażało Sergieja!
On — i miałby się kłaniać? A skądże!
Niech to ona zadzwoni i załagodzi konflikt! Mogła wszystko obrócić w żart: kobieta przecież bardzo mądra!
W końcu kieruje całym zespołem facetów! A co jej nagle odbiło? Przecież wszystko było u nich wprost świetnie!
A Lida wyraźnie nie liczyła na darmowe utrzymywanie bezrobotnego kawalera z dużym apetytem.
Tak, przystojnego! Tak, z poczuciem humoru!
Ale tak się nie umawialiśmy: potańczyłeś – to teraz marsz do swojej małżonki na smaczne klopsiki!
Dlatego kobieta zaczęła okazywać pewne niezadowolenie słowami znanego pisarza: wszystkim dawać – to wnętrzności nie wystarczy!
Wyraźnie sugerując, że wkrótce będzie go karmić samą miłością…
— Ale przecież mówiłaś, że mnie kochasz! – niepewnie próbował wyjaśnić sytuację kawaler.
Na co otrzymał wyczerpującą odpowiedź:
— Czego to się nie powie w rozmowie dla żartu!
I tak, nie doczekawszy się telefonu od żony — a ta nie odbierała — w niedzielę z samego rana, Sierioża ruszył do Oleczki: pora było wracać! O tej porze żona zawsze była w domu.
I, według jego wyobrażenia, miała już być gotowa, żeby rzucić mu się na szyję ze słowami wdzięczności: dziękuję, że wróciłeś, mój ukochany!
Już dawno wszystko zrozumiałam i wszystko wyczekałam!
Trzeba było kupić kwiaty – jak to pokazywali w licznych serialach.
Ale pieniędzy nie miał wcale. Więc co? Trzeba będzie liczyć tylko na własną charyzmę i urok osobisty!
Drzwi otworzyły się od razu — jakby na niego czekano: w progu stał nieznajomy, umięśniony facet.
„Już sobie …ka sprowadziła! — pomyślał Sierioża. — A jego nie było tylko dwa tygodnie!”
— Pan to Siergiej? — zapytał mężczyzna. — Olga uprzedziła, że pan zajrzy.
— Ja to Siergiej, a ty kto? — od razu nastroszył się Sierioża: zaraz przyłoży mu w tę ogoloną potylicę!
— A ja jestem nowym właścicielem tego mieszkania!
— Jak to – nowym właścicielem? A gdzie Oleczka? — zdziwił się mąż.
— A pan nie wie? Ach tak! Oleczka wyjechała!
— Gdzie?
— Gdzieś nad morze – nie sprecyzowała!
— Nad jakie morze? — zbaraniał Sierioża: tylko czternaście dni go nie było, i coś takiego.
Może to mu się śni? Uszczypnijcie mnie, dobrzy ludzie!
— Chyba nad Czarne! No przecież nie nad Białe! — zaśmiał się facet.
— A dlaczego nad morze?
— Bo dostała spadek! Właśnie tam, nad morzem!
— Spadek? — zdumiał się Sierioża. Więc to chyba tym się zajmowała wtedy, kiedy on wyjechał na „ryby”!
— No tak: jakiś pałacyk czy coś – szczegółów nie znam!
Więc od razu przyjęła spadek, sprzedała mieszkanie, zwolniła się z pracy i wyjechała nad ciepłe morze!
— Jak to zwolniła się? — osłupiał Sierioża.
Tak, żona zawsze marzyła, by mieszkać nad morzem! Ale co z nim?
I gdzie on teraz pójdzie? Do Lidii? Wracać do kawalerki u mamy?
Może zostawiła adres i czeka tam na niego?
— A jak to się zwalniają? Napisała podanie i od razu ją rozliczyli!
Nawet się dogadała, że nie weźmie wypłaty, byleby ją puścili bez okresu wypowiedzenia!
A po co jej teraz te grosze – przecież jest teraz bogatą spadkobierczynią!
— W jakim sensie bogatą spadkobierczynią?
— A czemu pan się cały czas dziwi? — zirytował się facet.
— Tak, dostała dobrą schedę i powiedziała, że teraz nie musi pracować!
A pan to naprawdę nic nie wiedział?
Powiedziała, że zajrzy były mąż. To pan jest mężem czy kim?
Jak na męża, nawet byłego, to wie pan zdecydowanie za mało!
Były mąż? Dlaczego były?
— A pan skąd to wszystko wie? — podejrzliwie zapytał Sierioża.
— Sama mi opowiedziała — podzieliła się, że tak powiem, ogólnie swoją radością! Nie, oczywiście bez podawania konkretnych sum i cyfr!
A, przy okazji, zostawiła tu dla pana coś! — i facet przyniósł te nieszczęsne buty…
W jednym z nich były jego nieliczne wędki, kupione tylko na pokaz.
W drugim wystawał list: oczywiście, zostawiła mu adres, jego kochana dziewczynka!
Teraz wszystko się wyjaśni!
Jego czuła Olenka nie mogła go porzucić, nie mogła! Przecież tak go kochała!
A najprawdopodobniej tam — i pieniądze na drogę do owej rezydencji!
Choć zostawiać pieniądze obcemu człowiekowi to ryzyko: ten mógłby wszystko przywłaszczyć!
O, jak mu te oczy biegają…
Sierioża przeczytał list i odwrócił się, żeby odejść.
— Hej, człowieku, buty swoje weź! — krzyknął za nim nowy właściciel mieszkania.
— Zostaw sobie! — cicho zaproponował Sierioża.
— A po co mi takie paskudztwo? I rozmiar nie mój! Powiedziane było — oddać!
I zupełnie zagubiony mężczyzna z butami wyszedł z klatki.
A w liście było tylko jedno zdanie:
„Rozwodzę się: zwijaj wędki, wędkarzu-amatorze!”







