Artiom Sołowiej bez wątpienia uchodził za jednego z najsłabszych uczniów.
Nie wykazywał żadnego zainteresowania nauką, źle się ubierał, był zawsze rozczochrany, jeden z tych chłopców o bezwyrazowej twarzy i pustym spojrzeniu.

Kiedy nauczycielka, Anna Iwanowna, rozmawiała z Artiomem, jego odpowiedzi były zawsze krótkie.
Brzydki, obojętny na wszystko i trzymający się z dala od rówieśników – trudno go było polubić.
Choć nauczycielka twierdziła, że kocha wszystkich swoich uczniów tak samo, nie było to do końca prawdą.
Za każdym razem, gdy poprawiała ćwiczenia Artioma, odczuwała dziwną satysfakcję zaznaczając błędy, a złe oceny stawiała ze szczególną starannością.
Nie powinna tak postępować, ponieważ przeczytała jego kartotekę szkolną i wiedziała o nim więcej niż inni.
A oto, co było w tej kartotece napisane.
Klasa pierwsza.
Artiom wykazuje potencjał w nauce i zachowaniu.
Jednak trudne środowisko domowe nie sprzyja jego rozwojowi.
Klasa druga.
Artiom mógłby radzić sobie lepiej, ale jego matka jest poważnie chora, a w domu nie otrzymuje wystarczającego wsparcia.
Klasa trzecia.
Artiom to dobry chłopiec, ale bardzo poważny.
Ma trudności ze zrozumieniem materiału.
W tym roku jego mama zmarła.
Klasa czwarta.
Artiom jest bardzo zamknięty w sobie, ale dobrze się zachowuje.
Ojciec nie okazuje zainteresowania dzieckiem.
Nadszedł czas Bożego Narodzenia i wszystkie dzieci z klasy Anny Iwanowny przyniosły prezenty.
Położyły je na biurku nauczycielki i z ciekawością patrzyły, jak je otwiera.
Wśród nich był także prezent od Artioma Sołowieja.
Nauczycielka była zaskoczona, że on również coś przyniósł…
Prezent był owinięty w szary papier i zaklejony taśmą klejącą.
Kiedy go otworzyła, wypadła z niego zużyta bransoletka z fałszywymi kamieniami – połowy już brakowało – oraz mała buteleczka tanich perfum.
Na widok prezentu Artioma dzieci zaczęły się śmiać i uśmiechać złośliwie, ale Anna Iwanowna miała dość rozsądku, by ich uciszyć.
Natychmiast założyła bransoletkę i spryskała się perfumami na nadgarstku.
Podnosząc rękę, by wszyscy poczuli zapach, powiedziała: „Jakie piękne perfumy, prawda?”
Dzieci zrozumiały ton głosu i zgodnie przytaknęły.
Na koniec dnia, gdy zadzwonił dzwonek i wszyscy uczniowie opuścili klasę, Artiom został.
Powoli podszedł do biurka i powiedział cicho: „Anno Iwanowno, pachnie pani dokładnie jak moja mama.
Bransoletka wygląda na pani ślicznie.
Cieszę się, że spodobał się pani mój prezent.”
Artiom się uśmiechnął, odwrócił i wyszedł z klasy.
Anna Iwanowna długo tego dnia płakała.
Następnego dnia, gdy dzieci wróciły do szkoły, zobaczyły nową nauczycielkę.
Anna Iwanowna się zmieniła.
Nie była już tylko nauczycielką.
Stała się osobą, która poświęciła swoje życie, by kochać dzieci i przekazywać im coś, co pozostanie z nimi nawet po szkole.
Pomagała wszystkim uczniom, ale szczególnie tym, którzy najbardziej tego potrzebowali – a najbardziej Artiomowi Sołowiejowi.
Pod koniec roku szkolnego Artiom poczynił ogromne postępy.
Dogonił wielu rówieśników, a niektórych nawet przewyższył.
Później ich drogi się rozeszły.
Przez długi czas nie miała od niego żadnych wieści.
Aż pewnego dnia przyszło pismo.
„Droga Anno Iwanowno, chciałbym, aby to pani dowiedziała się jako pierwsza.
Kiedy ukończę studia, będę drugi w mojej grupie.
Z serdecznością, Artiom Sołowiej.”
Cztery lata później – kolejny krótki list.
„Droga Anno Iwanowno, właśnie się dowiedziałem, że ukończę studia jako pierwszy w grupie.
Chciałbym, aby to pani wiedziała jako pierwsza.
Studiowanie było trudne, ale bardzo mi się podobało.
Z pozdrowieniami, Artiom Sołowiej.”
I kolejne cztery lata później – kolejna wiadomość.
„Droga Anno Iwanowno, od dziś nazywam się profesor Artiom Sołowiej.
Co pani na to?
Chciałbym, aby to pani dowiedziała się jako pierwsza.
A w przyszłym miesiącu biorę ślub – 27 dnia miesiąca, dokładnie.
Bardzo chciałbym, żeby to pani usiadła na miejscu mojej mamy, gdyby jeszcze żyła.
Jest pani teraz najbliższą mi osobą.
Mój ojciec zmarł w zeszłym roku.
Z pozdrowieniami, Artiom Sołowiej.”
Anna Iwanowna pojechała na ślub i usiadła na miejscu przeznaczonym dla matki Artioma.
To miejsce sobie zasłużyła.
Zrobiła coś dla Artioma, czego on nigdy nie zapomniał.
A Ty – co możesz dać ludziom wokół siebie?
Zaryzykuj.
Ofiaruj coś dobrego, co zostanie z nimi na całe życie.
Bądź bezgranicznie hojny.
Daj ludziom to, czego nikt inny nie może im dać – siebie samego.
Daj swój czas, swoją uwagę, swoją obecność.
A to, co od Ciebie otrzymają, będzie tak cenne, że zaproszą Cię na swoje śluby i najważniejsze momenty życia.
Z serdecznością.
Bez słów.
Podziękowania dla Aleksieja Dubrowskiego za napisy…
Szkoła, do której uczęszczał Artiom, znajdowała się w małym miasteczku na zachodzie Ukrainy.
To było przytulne miejsce, z wąskimi uliczkami, gdzie zapach świeżo skoszonej trawy mieszał się z aromatem domowego barszczu wydobywającego się z otwartych okien.
W centrum miasteczka stał stary kościół, a obok niego – szkoła z czasów sowieckich.
Budynek wyglądał na zużyty, ale w środku panowało zawsze ciepło i życzliwość, dzięki trosce nauczycieli.
Anna Iwanowna, kobieta w średnim wieku, znana była ze swojej surowości.
Jej lekcje literatury i języka ukraińskiego były intensywne, rzadko się uśmiechała, a uczniowie bali się jej ciętych komentarzy.
W głębi duszy jednak Anna Iwanowna miała wielkie serce.
Po prostu nie wiedziała, jak okazywać to dzieciom – zwłaszcza takim jak Artiom, który wydawał się stracony.
Artiom mieszkał w starym domu na obrzeżach miasta.
Dom był mały, z zapadającym się dachem i zimny zimą.
Po śmierci matki Artiom jeszcze bardziej się zamknął w sobie.
Ojciec, Iwan Sołowiej, często wyjeżdżał do pracy, zostawiając chłopca samego.
Artiom gotował dla siebie, prał swoje ubrania i próbował utrzymać dom.
W szkole unikał jakiejkolwiek uwagi.
Siedział z tyłu klasy i milczał podczas lekcji, nawet gdy znał odpowiedź.
Jego zeszyty były pełne niechlujnego pisma i błędów ortograficznych.
Anna Iwanowna często wywoływała go do tablicy, mając nadzieję, że się bardziej postara, ale Artiom spuszczał wzrok i mamrotał coś cicho.
To ją irytowało, nie zdając sobie sprawy, jak jej surowość jeszcze bardziej go zamykała.
Pewnego dnia na lekcji literatury Anna Iwanowna poprosiła uczniów, by napisali wypracowanie o swojej rodzinie.
Większość dzieci od razu zabrała się do pisania, ale Artiom długo wpatrywał się w pusty zeszyt…
Kiedy zebrała prace, zauważyła, że wypracowanie Artioma zawierało tylko kilka krótkich zdań.
Napisał, że jego mama śpiewała mu kołysanki i że tęskni za jej głosem.
Ten moment zmusił Annę Iwanowną do refleksji.
Zrozumiała, że za milczeniem Artioma kryje się niewypowiedziany ból.
To był pierwszy krok do zmiany jej nastawienia wobec niego.







