Kiedy wszedł do pokoju, Stepan Andrejewicz przez kilka sekund stał w drzwiach, patrząc na nią.
Elena siedziała nieruchomo, z pustymi oczami, które były gdzieś daleko, poza ścianami.

— Lena… — powiedział cicho.
Nie odpowiedziała. Wtedy podszedł bliżej, postawił krzesło obok łóżka i delikatnie wziął jej rękę.
— Jestem tutaj. Nie jesteś sama.
Jego słowa, wypowiedziane z ciepłem, głęboko dotarły do jej duszy.
Jedna łza spłynęła po jej policzku. Pierwsza cicha łza po dniach cichych krzyków.
Stepan lekko ścisnął jej rękę.
— Przejdziemy przez to razem, dobrze?
Elena powoli zmrużyła oczy, a jej drżąca ręka chwyciła jego dłoń.
Od tego dnia Stepan był zawsze obecny.
Pomógł jej wstać z łóżka, nauczył się na nowo chodzić, zaakceptować, że jej oddech wciąż istnieje, chociaż jej świat umarł.
Minęły lata. Firma rosła, stawała się znana.
Elena zdobyła nazwisko w świecie biznesu, ale w jej duszy… pozostała ta sama pustka.
A mimo to co piątek chodziła na cmentarz.
Siadała na ławce i rozmawiała ze swoimi bliskimi, jakby byli tam z nią.
Opowiadała wszystko: o dobrych dniach, złych dniach, o małych zwycięstwach.
Tego dnia był to zwykły piątek.
Elena zaparkowała samochód, wzięła bukiet kwiatów i poszła znanym szlakiem.
Powietrze pachniało skoszoną trawą i wilgotną ziemią.
Już siedziała na ławce, szepcąc kilka słów do zimnego kamienia, kiedy usłyszała za sobą delikatny głos:
— Mamo?
Elena zamarła. Powoli się odwróciła.
Przed nią stała blond dziewczynka z wielkimi, błękitnymi oczami.
Miała około sześciu lat i trzymała mocno nieco zniszczonego pluszowego misia.
— Mamo, gdzie byłaś? — zapytała ponownie dziewczynka.
Elena poczuła, jak zabrakło jej tchu. Łzy wypełniły jej oczy.
To iluzja? Okrutny żart zmęczonego umysłu?
— Ja… — próbowała odpowiedzieć, ale jej głos się załamał.
Dziewczynka podeszła bliżej, dotykając jej ręki.
— Tęskniłam za tobą, mamo.
Wtedy Elena wybuchła płaczem. Uściskała dziewczynkę, czując jej ciepło, zapach dzieciństwa.
Mężczyzna przybiegł zdyszany.
— Proszę wybaczyć! — powiedział podniecony. — To moja córka, Katja.
Ona bardzo przypomina twoją córkę, prawda?
Ciągle biega między grobami i… czasami mówi dziwne rzeczy.
Elena zmrużyła oczy, zdezorientowana, i spojrzała ponownie na dziecko.
Katja szeroko się uśmiechnęła i podała jej misia.
— Weź go, mamo, żebyś nie była smutna.
Mężczyzna poczerwieniał.
— Nie, Katja, nie przeszkadzaj pani…
Ale Elena wzięła misia drżącymi rękami.
— Dziękuję, aniołku — szepnęła.
Mężczyzna odszedł z dzieckiem za rękę, a Elena pozostała na ławce, mocno trzymając misia.
Po raz pierwszy od pięciu lat poczuła, że jej serce nie jest już tylko zamarzniętą pustynią.
Kiedy wróciła do biura, Vera spojrzała zaskoczona:
— Wróciłaś, Elena Sergejewna?
Elena uśmiechnęła się. Naprawdę, z całego serca.
— Wróciłam, Verutschka. I myślę, że tym razem… zostanę.
Weszła do biura, postawiła misia obok starych zdjęć na biurku, zamknęła oczy i wyszeptała:
— Dziękuję.
I po raz pierwszy od długiego czasu w zimnym, eleganckim biurze poczuło się zapach wiosny.







